czwartek, 17 lipca 2014

Debata w niebie

   Siedzi w niebie święty i w głowę się drapie. Dostałem na ziemi resort spraw
między ludzkich , a tam zupełna w tym względzie klapa. Co ja powiem Szefowi,
jak się z tego wytłumaczę. A najgorzej to już wyglądają sprawy damsko-
męskie. Zupełnie nie mam koncepcji, jak by to naprawić.
   Nic, tylko kłótnie, swary, wzajemne pretensje. Żrą się ze sobą okrutnie
i właściwie nie wiadomo dlaczego się żenią i to po kilka razy i po kilka razy
rozwodzą. Widocznie jedynie dlatego, że kłócić się przez wiele lat z tym samym
partnerem zanadto im się nudzi.
   Nieustannie krzyczą coś o wolności, równouprawnieniu płci, dostępie do
urzędów i władzy, i wielu innych wprost niedorzecznych rzeczach.
Widzi mi się, że tej wolności dostali za dużo. Wymyślili nawet i o dziwno w tym
jednym są zgodni, że kobiety i mężczyźni to jakby dwie różne rasy, a na dodatek
z różnych planet pochodzą.

   Ohyda, zupełna ohyda. Wiedzą dokładnie jak było. Pan stworzył najpierw
Adama, z jego żebra Ewę, aby na wieki pamiętali, że ulepieni są dokładnie
z tej samej gliny. Ale tak jakoś dziwnie się porobiło z ludźmi, że potrafią wierzyć
w dwie zupełnie różne prawdy i to równocześnie. Jak istnieje wszechświat
i wieczność, każda rozumna istota w całym tym wielkim kosmosie za logiczne
uważa, że prawda jest tylko jedna. Oprócz człowieka.
   Dla nich im więcej prawd równocześnie, tym lepiej. Prawdy są dla nich  tak
jak okazyjne ciuchy w szafie.

   Ohyda, zupełna ohyda. Pójdę do Szefa, przyznam przed nim, że w swojej
misji jestem niestety nieudolny, poproszę o dobrą radę, może wsparcie.
Po drodze wpadł mu jednak pewien pomysł, z zapałam go przed swym Panem
wyłuszczył.
   Pan Bóg się tylko uśmiechnął i rzekł wyrozumiale. Zrób jak uważasz, zawsze
można próbować.

   Święty wybrał spośród ludzi losowo sto skłóconych par małżeńskich i zwołał
na debatę. Usadził to całe bractwo w dużej sali, przezornie w oddzielnych
sektorach i dodatkowo przegrodził niewidzialną ścianą, bo obawiał się usadzić
ich w niebie tuż obok siebie.

   Wezwałem was wszystkich tutaj po to, rzekł święty na wstępie, aby wspólnie
ustalić, dlaczego trwacie w ciągłej wojnie, nie potraficie żyć w zgodzie.
Ponieważ jest to sprawa ważna, może mieć wpływ na dalsze losy ludzkości,
proszę o zachowanie należytej powagi.
Jest tu ze mną ekspert, wyjaśni co, jak, dyskusję poprowadzi. Każdy tu obecny
ma równe prawa do szczerej wypowiedzi.

   Ekspert powitał zebranych, wystawił na środek dwie tablice z napisami kobiety,
mężczyźni, wziął do ręki elektroniczny pisak i zaczął.
   Od wieków prowadzicie między sobą istne wojny domowe, w tych ciągłych
awanturach wytykacie sobie przeróżne wady, więc teraz ja na tych tablicach
będę je zapisywać, tak jak wy je zgłosicie. A żeby wszystko było jasne,proste,
czytelne, wyjaśniam . Zgłaszając płci przeciwnej wady, należy podać tak
orientacyjnie, według waszych przekonań i odczuć, procentową ilość występowania
tej wady w przeliczeniu na populację.

   Najpierw głos mają kobiety, aby nie było o dyskryminację płci posądzeń.
Kobiety aż z dumy spąsowiały, bo taki ważny anioł w niebie je wyróżnił, miały
okazję się aktywnością wykazać, zaczęły wyliczankę z wielkim zapałem.

Brudasy,niechluje                 - 60%
Lenie i wałkonie                   - 65%
Zaniedbują rodzinę               - 65%
Migają się od prac domowych  - 70%
Zdradzają                                 - 99%

   W sektorze panów przez krótki moment cisza, ale co się później porobiło, trudno
opisać. Chłopy tupią, gwiżdżą, pokazują wciąż środkowy palec, wyją ze śmiechu
niczym stado wilków, klepią się po udach, podskakują z uciechy niczym piłeczki.
   Kobitki wyliczankę przerwały i już każda w swych łapkach swój pantofelek
trzyma.
   Ekspert po sektorach oczami przejechał i mówi z flegmą.
Panowie mają się uspokoić, mówi się o waszych wadach. Jesteście w miejscu,
któremu należy się powaga. Panie natomiast włożą na nóżki buciki, do celu nie
dolecą, odbiją się od niewidzialnej ściany. Szkoda niszczyć szpileczek.
Damy niezbyt chętnie odziewają stopki, anioła słuchać należy.
Jedna z dam nie wytrzymała  i krzyczy, policzymy się później, wy su....... ,
i nagle urwała. Anioł tylko spojrzał, lecz nic nie powiedział.
Nie mogły się wyżyć nie szkodząc swym szpilkom, wyżyły się w trakcie dalszej
wyliczanki. Sypały męskie wady jak z rękawa i nawet o procentach pamiętały.

   Ekspert ledwo z pisaniem nadążał i jak nigdy w wieczności, zupełnie jak nie
anioł się spocił. Podniósł pióro do góry i orzekł
  na tablicy brak miejsca, zamykamy listę.
Co? wrzasnęła któraś. Dać drugą tablicę, z pewnością migiem ją zapełnimy
i jeszcze będzie mało.
   Ekspert był jednak stanowczy, to co jest w zupełności starczy.
Teraz kobiety odpoczną i w skupieniu wysłuchają wad, które padną z sektora
mężczyzn.
  Przeszedł do drugiej tablicy i czeka. Milczenie trwa długo dziwnie.


           Ciąg dalszy debaty w następnym odcinku. Zapraszam. Pozdrawiam.


anioł z masy solnej

anioł ekspert






niedziela, 13 lipca 2014

Bajka o niegrzecznej Oli

    Była sobie Ola, śliczna ale bardzo niegrzeczna. Jako mała dziewczynka
mówiła, że przedszkole jest głupie i że ona ma wszystko w dupie. Szybko
rosła śliczna Olusia, wszyscy się nią zachwycali, choć nie była z niej taka
znowu trusia. Z Olusi wyrosła urodziwa Ola, była pyskata jak wszyscy
diabli, nazbyt postępowa. Pierwsza w klasie włożyła buty na obcasach
a na plecach zrobiła tatuaże.
Babcia była ogromnie dumna i rada, że Ola taka piękna i mądra, zupełnie
wykapana mama. Tato na wszystko patrzył nieco zdziwiony, ale siedział
cicho ,bo cóż on wie o chowaniu dzieci, lepiej słuchać teściowej i żony.
One jako baby wiedzą najlepiej, czego dziecku do szczęścia trzeba.
Zwijał się chłopisko jak w ukropie, rzadko bywał w domu na kolacji, bo
trudno jest zadowolić trzy pazerne damy.

   Wraca któregoś dnia z pracy, z nóg prawie leci, a tu mu jeszcze na
drodze jakiś kretyn prosto w oczy świeci.
Chyba wstąpię coś zjeść w mieście, myśli sobie, bo jak zacznę się kręcić
w domu po kuchni, znów obudzę żonę. Będzie się wydzierała , lamentowała,
że jest przecież zmęczona, bo to nie takie proste mieć cały dom na głowie.
Dołączy do niej teściowa i też będzie kąsać.
Praktycznie to już u nich mieszka, bo żona od lat wielu dziwnie wciąż
zmęczona, systematycznie uczęszcza na jakoweś psychologiczne terapie,
medytuje, pali zapachowe świeczki, obwiesza dom magicznymi " cudami ".

   Akurat przejeżdżał koło znajomej restauracji, gdzie bywał ze swoimi
gośćmi w interesach, postanowił wstąpić.
Wszedł do lokalu i już w drzwiach oniemiał. Jego nieletnia córeczka,
w mini, w szpilkach, wymalowana jak laleczka, siedzi przy stoliku, a na
stole chłodzi się szampan w lodzie. Ola pałaszuje bardzo drogie danie,
a jakiś fagas starszy od niego, coś jej do ucha grucha.
   O, coś takiego !
Mało myśląc podszedł i bez pardonu się przysiadł.
Co ty tu robisz, pyta wystraszona Ola.
Nic, mam ochotę zjeść z tobą kolację.
Do fagasa przyjaźnie, z miną uśmiechniętego światowca powiedział,
znam ją długo, można powiedzieć od niemowlęctwa. Proszę sobie nie
przeszkadzać, ja tylko coś wybiorę i ze spokojem sięgnął po kartę.

Facet ze złości aż posiniał. Jeszcze nie skosztował tego, na co miał
ochotę, a tu już w przedbiegach rosną mu rogi. Ta zniewaga krwi wymaga,
chyba dam tamtemu w mordę. Jak to zrobić, lokal dobry, ludzie patrzą,
po kolacji wywołam go z lokalu i gnojowi dokopię.

   Ola jakoś dziwnie apetyt straciła i mówi, że coś ją muli i musi do kibla.
-  Niech pan spokojnie je kolację, mówi ojciec, to u niej nerwowe,
choć córuniu, pójdę z tobą, potrzymam ci głowę.

   Ojciec wziął Olę dwornie pod rękę i poprowadził wprost do
samochodu.
-  No, moja panno, nie ze mną takie numery, jedziemy, rzygać będziesz
w domu. No, ale przed rzyganiem, tatuś sprawi ci porządne lanie.

   Jak powiedział, tak zrobił. Matka z wrażenia najpierw oniemiała,
pobladła i z nerwów prawie zemdlała. Babka natomiast wpadła w szał,
zaczęła wrzeszczeć na całą kamienicę,
- ty podły sadysto, wezwę lekarza, zapłacę za obdukcję i niech cię
podlecu do pierdla wsadzą.

   Tego już było za wiele. Walnął pięścią w stół i ryknął - koniec babskich
rządów.  Moja żona od jutra szuka sobie pracy, babcia  migiem
pojedzie do domu, zrobić dziadkowi kolację. U córki i wnuczki może bywać
raz w tygodniu, ale w towarzystwie dziadka, przypomni sobie wreszcie, że
ma również męża. Młoda ślicznotka przestanie się włóczyć, przysiądzie
majtasy i do matury będzie się uczyć. Szpilki powędrują do szafy, czas
na nie nadejdzie w latkach pełnoletności.
 
Ola  stała grzecznie, skrobiąc się po pupie, a w duchu myślała.
TO WCALE NIE JEST GŁUPIE.

Ola z masy solnej na podkładzie z masy drzewnej

masa solna + masa drzewna

środa, 9 lipca 2014

O potędze pozycjonowania

     Szukałam kominka, poznałam Kominka

    Jako że jestem komputerowo internetową analfabetką, a zachciało mi się
pisać bloga, postanowiłam coś o pisaniu bloga poczytać. O, czytałam dość
długo i dużo, odwiedziłam stron www. i blogów bez liku, miałam wielkie
pragnienie, aby wiele pojąć w temacie, a to ile się " naumiałam " widać
gołym okiem., kiedy się patrzy na to moje arcydzieło blogowe.
   W jaki sposób udało mi się to cudo zainstalować nie bardzo pojmuję,
miałam chyba w owym dniu farta. Gdyby mi przyszło ponownie to zrobić,
z pewnością znów by upłynął tydzień niezliczonych prób i błędów.

   Na owych stronach o pisaniu bloga bardzo dużo było o pozycjonowaniu.
Rozumiałam tyle, że warto się znaleźć na pierwszej stronie wyszukiwarki,
ale istoty problemu jakoś nie kumałam. Jak, co i w którym momencie
doznałam w tym względzie olśnienia, zaraz opiszę.

   W pewien zimowy wieczór, kiedy za oknem siarczyście mroziło, zachciało
mi się pooglądać kominki i coś o nich poczytać, bo z czymś takim w pokoju
jest przytulnie, ciepło i miło. Odpaliłam komputer / chyba tak się o tym mówi ?/,
napisałam w wyszukiwarce hasło kominek i stuknęłam Enter.
Wieczory zimowe są długie, wchodziłam więc na wpisy w kolejności jak
leci. Na którymś z kolei widzę KOMINEK z dużej litery, a treść postu dziwnie
z pokojowym kominkiem jakoś się nie kojarzyła. Z dalszej treści postu
wynikało, że ten KOMINEK to blog pisany przez ogólnie widać znanego
wszystkim Kominka, bo piszący o nim jakoś nie podał adresu strony.
   Zamiast więc przejść go grafiki z pokojowymi kominkami, postanowiłam
odwiedzić KOMINKA. Szukając adresu wiadomej już www.strony, nim na
nią trafiłam, przeczytałam następnych sześć postów różnych autorów.
   Strona KOMINKA ukazała mi się w całej swej okazałości przy siódmym
podejściu, na trzeciej stronie wyszukiwarki.

   Wieczoru poświęconego KOMINKOWI nie uznałam za stracony, bo
przy okazji pojęłam że :

1. Można się wypozycjonować pisząc o kimś dobrze znanym w sieci,
     w dodatku modnym.
2. Pisząc o nim można go dość znacznie wyprzedzić na liście wyszukiwarki.
3. Można prawić komuś komplementy,  które zamiast do serca idą w pięty.
4. W świecie wirtualnym tak jak w realu bywają ludzie, którzy źle znoszą
    sukces bliźniego swego.
5. Bycie na wyższej pozycji w wyszukiwarce nie daje gwarancji, że ktoś,
    kto przypadkowo tam trafi, zechce zapamiętać adres strony i stać się
    stałym gościem.

   W ten oto sposób uporałam się ze zrozumieniem istoty pozycjonowania,
z resztą problemów " blogowych " nie pójdzie tak łatwo. Nim mój blog
przestanie mieć konstrukcji CEPA, stanie się bardziej " światowy ", musi
przepłynąć jeszcze dużo wody w Wiśle.
   Kiedy wpisuję nowego posta, z niepokojem myślę, co będzie jeśli przez
złośliwe zrządzenie losu ktoś mi wrzuci koment. Odpowiem chyba pod
treścią posta w P.S, ewentualnie poczekam, aż któryś z miłych Gości rzuci
mi koło ratunkowe z instrukcją typu klik po kliku, bo wszelkie techniczne
pojęcia  i nazwy są i pozostaną dla mnie magią.
    To już nie te latki, moi Kochani, oj nie te, bo przyszłam na ten świat
w mamuciej epoce, a całej epoki nie da się ot tak przeskoczyć.

   Przesyłam wszystkim obecnym i przyszłym moim Gościom serdeczne
pozdrowienia z nadzieją, że może któryś z Was mnie z czasem polubi.
 


   

   

niedziela, 6 lipca 2014

Sumienie

   Sumienie to taki odwieczny, genetyczny cykacz, który cyka kiedy on
chce, kiedy my tego nie chcemy. Uparty i upierdliwy, samowolny jak
cholera i w dodatku nie da się go nijak wyłączyć. Gorszy od bakterii
i super wirusa, nikt nie potrafił wymyślić na niego skutecznej szczepionki.

   Kto by się chciał go pozbyć, niech podniesie rękę. No proszę, ile rąk
w górze, a tu guzik z pętelką, nic nie można zrobić, w żaden normalny
sposób wywalić go z siebie.
Z reguły w nieodpowiednim momencie cyka, ale to najmniejszy problem.
Kiedy dzwoni, świeci w oczy, bezlitośnie kopie po kostkach, to już
zupełnie nie dobrze. Jeść nie daje, spać nie daje, spokoju nie daje,
gdzież on ma sumienie.

   A fundnęli nam go nasi pierwsi rodzice, Adaś i Ewka, kiedy pożarli
nielegalnie to zakazane jabłko z drzewka. To nieprawda, że pożarcie
jabłuszka to przenośnia. Niektórzy twierdzą, że tak naprawdę to się
wspólnie " puścili ", a później się swego ciała wstydzili. Oczywiście
to zupełna bzdura. To piękne drzewko w raju, to nie drzewko jakowejś
seks misji, lecz jak nazwa wskazuje, drzewo wiadomości dobrego
i złego, które Pan posadził i zakazał z niego jadać.
No, ale oni nie posłuchali, byli bardzo naiwni i to słodkie jabłuszko
oczywiście zżarli. Więc jak mogli zostać w raju, kiedy już wiedzieli, co
złe, a co dobre, więc się wystraszyli.

  Razem z tym jabłuszkiem zżarli to cykadło, które nam w ramach
przekazu genów, niestety przypadło. A że zżarli je oboje jak stali,
tak nie urodził się jeszcze nikt na ziemi bez tego cykadła. Nie
istnieje taka opcja, żeby go w genach nie dostać, więc wszyscy go
mamy. Od tamtej nieszczęsnej chwili, gdy nam coś nader smakuje,
a jest na zakazanej liście, gorzko nam się odbija i mamy moralną
zgagę. Owa zgaga objawia się właśnie tym cykaniem, dzwonieniem,
świeceniem w oczy i bolesnym kopaniem po kostkach.

   Oznaki, że się w nas cykacz uruchomił, widoczne są już bardzo
wcześnie, wręcz w niemowlęctwie. Jak dzidziuś da mamusi lub babci
pierwszy raz rączką w pysk, to nieco dziwnie prosto w oczy patrzy,
a te jego śliczne ślipka są nieco niewyraźne. Bo dzidziuś z chwilą, kiedy
pacnął drugiego w gębę, cykacza uruchomił i mało jeszcze rozumiejąc,
czuje że coś zrobił nie tak, czeka na reakcję.

   Więc droga mamo i babciu, nie całuj za to bobaska po mordeczce
i łapkach w nagrodę, że taki już bystry i mądry, tylko pogroź mu wręcz
wyraźnie paluszkiem i powiedz, nu, nu, nie wolno. Jak zrobi z usteczek
i bródki podkówkę, świat się nie zawali.
Bobasek zaczyna się uczyć, co jest złe, a co dobre, pomagajcie mu
się tego uczyć, bo któż inny ma to zrobić.

   Ten cykacz jest wprawdzie strasznie niewygodny, ale wręcz niezbędny,
lepiej go w sobie nosić. Wprawdzie ludziska wymyślają coraz to nowe
wygłuszacze owego cykadła, lecz  każdy się kiedyś dowie, że żaden
z wymyślonych sposobów nie jest do końca skuteczny. Nawet najbardziej
zakamuflowany zadzwoni w chwili ostatniej.

środa, 2 lipca 2014

Oddział zamknięty w piekle

- Główny kadrowy do mnie ! , rozległo się po piekle.
Szefowi od spraw osobowych zatrzęsły się ze strachu rogi, pędzi do
głównej kwatery.
- Przynieś mi zestawienie przybyłych tu w przeciągu ostatnich 100 lat
ziemskich, z podziałem na grupy zawodowe, tylko migiem.
 Usiadł naczelny piekła na wygodnym fotelu, czyści pazury i czeka.
Długo nie czekał, bo kadrowy był wystraszony mocno, nie wiedział
o co chodzi, więc się sprawnie uwinął.
- Możesz spłynąć.
Kogo nam tu przyniosło przez ostatnie latka? Statystycznie  raczej bez
szczególnych zmian, no, z małym wyjątkiem. Licznie przybyły dwie nowe
grupy zawodowe. Tu jest pies pogrzebany , syknął.

Sięgnął po tajny telefon i cedzi .
- Ty kretynie od służb specjalnych, biegiem do mnie i to tajnym
przejściem, galopem.
  Nie minęła nawet chwila, a kretyn już stoi pokornie, ogonem ze
strachu trzęsie.
- Wyprostuj się, ty stary tajniacki ośle i przestań trząść ogonem, bo
o posadzkę stukasz, a to mnie rozprasza, idioto.
Nie było mnie w piekle zaledwie 100 ziemskich latek, męczyłem się na
ziemi robiąc inspekcje, wracam i co ? Diabelsko mi w piekle śmierdzi !
Czy ty tego nie czujesz, ośle dardanelski ? Straciłeś widzę niuch, a może
potrzebujesz odpoczynku w piekielnej izolatce, żeby węch przewietrzyć ?
- Tylko nie to, mój władco piekielny.
- Więc siadaj za karę na gołej posadzce i zacznij ruszać rozumem, nie
ogonem, padalcu.
Ze statystyki przyjęć do piekła wynika, że przybyła tu liczna grupa
wywodząca się z dwóch zawodów. To psychiatrzy i psycholodzy.
To oni z pewnością przywlekli do piekła różne smrody i po piekle je
rozwlekli . Trzeba im się dobrze przyjrzeć.
- Ale to piekielny szefie bardzo zasłużone dla piekła osobniki. Z ich akt
wynika, że wiele pożytku przysporzyli piekłu. Na ziemi to nawet co
niektórzy mówili o nich adwokaci diabła.
- Na ziemi, nie w piekle, ty frajerze. To są spece od psychologicznej
manipulacji. Nawet w piekle zasmrodzili.
Tylko, że ja jestem w tym lepszy i zaraz ich załatwię, nawet nie będą
wiedzieli jak i kiedy. Ziemskie smrody !
Ja ich tam widziałem w akcji, na ziemi. Śmiało sobie poczynają. Mogli
sobie tam zaprowadzać swój wymyślony ład  moralny i etyczny, ale nie
tutaj. Tutaj ja dyktuję prawa i ja tu rządzę . Rozumiesz ?!
- Skoro ich poglądy i poczynania tu ich sprowadziły, to widocznie są
nam przychylni, mój władco piekielny .
- Stul pysk, milcz i nastaw swoje tępe uszy, baranie.
- Słucham bardzo uważnie, mój wyśmienity władco, chyba nawet coś
już z tego załapałem. Mnie też wprawdzie coś jakby w piekle mocno
zalatywało, ale nijak nie mogłem wyniuchać, skąd .
- Posłuchaj więc , bo nie będę powtarzać. Oni owszem, mają poglądy
i je śmiało głoszą, tyle tylko, że coraz to inne, w zależności od potrzeb
i korzyści. Każda głoszona prawda jest prawdą, jeśli się dobrze na
mamonę przelicza. Oni są w tym mistrzami. Są przy tym powykręcani,
tak zakręceni, że po kilku dniach od odkrycia zupełnie nowej, prawdy
odmiennej, sami solennie zaczynają w nią wierzyć.
   Takie całkowite samo zakręcenie poprzez ich wymyśloną autosugestię
do tego prowadzi, że taki doświadczony diabeł, piekielny szef spec
jak ty, tego nie wyłapał .
   Trzeba ich szybko unieszkodliwić !!!
- Może ich z piekła wykopać, szefie ?
- Nie wkur......mnie, bo mi się ze złości od twojej głupoty prostują rogi.
Dostali wyrok,  muszą tu siedzieć ! Nie istnieje żadne inne, gorsze, ani
specjalne miejsce, niestety. Ale ja ich po swojemu załatwię, śmierdzieli.
Z piekła nie wyjdą, będą tu siedzieć i śmierdzieć, ale tak, jakby ich nie
było. Już ja znam sposób, załatwię skurwieli, jako żywo. Ze swoim
zakręconym ego i umysłem się nie połapią. Będą beczeli niczym barany.
Piekielne pomiotła, czarcie gówna, zasrańce piekielne ! TFU !

  No, a teraz przynieś ich teczki z wyrokami i opisem działalności na
ziemi.

   Spec szef zniknął w momencie, a naczelny znów zabrał się do
piłowania pazurów. Jeszcze pierwszego nie skończył piłować, kiedy
tamten górę teczek przytaszczył.
- Szefie mój piekielny, po drodze pokumałam w czym rzecz, przyniosłem
dodatkowo teczki innych jeszcze śmierdzieli. Teczki wróżbitów,
astrologów, nauczycieli nowych nauk paranormalnych, ekologów i kilku
zasłużonych dla piekła pedagogów.
- Czym oni ci podpadli?
- Ci pierwsi zaczęli stawiać kabały naszym starym diabłom, wróżyć im
 z fajerek piekielnych i śmierdzących gówien czarcich, bo kawy nie mają.
Doradzają im skracanie rogów na szczęście, czyszczenie kudłów,
podkuwanie kopyt dla lepszego samopoczucia, krzepy i zdrowia.
Nauczyciele paranormalnych propagują zakładanie szkółek jogi, stałej
medytacji. Ekolodzy sobie wymyślili, że w piekle za gorąco, marnuje się
energię. Marzą o zieleńcach w piekle.
Pedagodzy zakładają koła zainteresowań i chórki śpiewacze.
Teraz w piekle wszystkim we łbach zaczęło odbijać. Kategorycznie im
zabroniłem takowej działalności, więc się wszyscy boczą, szepczą po
kątach, że tak nie wolno, po cichu podburzają do wprowadzenia w piekle
nowych porządków.
- O , to skur ........ !!  A może by jeszcze chcieli, tak jak na ziemi, żeby
rozdać wszystkim nowoczesne laptopy z " simami ", aby zakładali sobie
wirtualne rodzinki, a pocztą internetową aniołków się radzili, jak dobrze
wychować swe wirtualne dzieci.  SUPER  ZABAWNE !
  Ich wszystkich, jak te teczki tu leżą, posłuszeństwa nauczę . Poczują bardzo
prędko, że to nie jest niebiański raj, ale  a u t e n t y c z n e  piekło, na które
zasłużyli.
Ale odłóż te teczki, dostaną w dupę, szybko pojmą, co tu wolno. To są
tylko takie ziemskie parszywki, dla piekła niegroźne.
- A jakimi sposobami dostaną w dupę, pali mnie ciekawość, wyśmienity
szefie.
- Paranormalni pójdą do piekielnych komór , niech się siłą woli chłodzą.
Pedagodzy wezmą udział w przymusowych zawodach łapania piekielnych
fajerek. Jak każdy 100 takich złapie, wnet mu się kółeczek odechce.
Tych od kabały pogotujemy w smole z czarcimi gównami, będą mogli sobie
z bąbelków wróżyć, kiedy ich z tego uwolnię.
Ekologom wsadzi się gorące fajery w dziury, na dole i u góry, tak dla równowagi,
aby im się w tyłkach nie robiły wiatry, będą sobie biegać z nimi po piekle
niczym błędne ogniki, szybko im się wszelkiej działalności odechce.

   Szef spec osobowego wydziału, aż sobie z radości fiknął kilka razy
i zatarł rączki, aż się iskry posypały z zapału.
- Ale będzie ubaw. Nareszcie w piekle będzie jak w piekle - wszystko
wraca do normy. Co za ulga.
No, a jak załatwimy tych od teczek ?
- Ich sposobem, bezszmerowo i z fasonem. No i z klasą !
- O ! - spec szef aż oczy wybałuszył z ciekawości i zdziwienia.
Naczelny piekła spojrzał na podwładnego z lekką pogardą, ale połaskotany
jego komplementami zaczął mu wyjaśniać.
- Zorganizujesz na szybko 6 małych " instytutów badawczych ", umieścisz
w nich wytypowanych wg mojej listy i dasz im " zadania specjalne ". Mają
opracować zadany im temat w grupach. Która grupa najlepiej się wywiąże
z zadania, dostanie w nagrodę zamieszkanie w " instytucie naukowym ", aby
rozwiązywać ważne problemy dla piekła.
- Czuję w tym jakiś iście szatański podstęp, mój wyśmienity władco.
Czy możesz mi go zdradzić ?
- Oczywiście, z przyjemnością ! Kiedy oni będą " pracowali " nad super
psychologicznym diabelskim problemem, ty w tym czasie zbudujesz
" instytut " właściwy.
Na samym krańcu piekieł wydzielisz duży teren, ogrodzisz go murem nie
do przebycia, w środku postawisz instytut badawczy - taką nazwę wypiszesz
na bramie. Instytut ma mieć jądrowe, bezawaryjne urządzenia, takie super
solidne, na wieczne użytkowanie, a brama ma mieć wejście tylko w jedną
stronę. Pojąłeś ?
- Tak jest, piekielny szefie.
- Ile ci to czasu zajmie ?
- Jeśli ma być na do wieczyste, jakieś dwa ziemskie tygodnie.
- Dobrze, że ci rozum wrócił. Tutaj masz listy i tematy zadań specjalnych.
  A teraz zmykaj i bierz się do roboty. Im szybciej skończysz, tym lepiej
dla piekła.

Spec szef zerknął pobieżnie na listy, ryknął śmiechem i zawirował
w piekielnym tańcu.
- Co cię tak cieszy, psi synu ?
- Ależ oni nim wspólnie coś wymyślą, już się  z zawiści pozagryzają.
- Rywalizację zostawią sobie na później, przez ambicję się dogadają,
dobrze ich na ziemi poznałem.
- Ale wygra jeden zespół szefie mój przebiegły, co z resztą.
- Pomyśl durniu, wyróżnimy z wielkimi honorami wszystkie zespoły, do
instytutu naukowego trafią wszyscy jak jeden.
- A jak już tam się wszyscy znajdą, mój wyśmienity władco, co dalej.
- Zamkniesz bramę, która ma tylko jeden kierunek, coś na wzór ziemskiego
zsypu i sprawa załatwiona.
- To znaczy, że będą tam robili naukowo dożywotnio ? Tfu, to znaczy
dowieczyście ?
- No właśnie.
- Tak bez żadnego dozoru ?
- Oczywiście .
- A następnych gagatków jak tam wsadzimy ?
- Wrzucimy, nie widziałeś ziemskiego zsypu w blokowisku ? Jak nie, mogę
cię na ziemię wysłać.
- Nie, nie, szefie uwielbiany, wolę atmosferę piekła, znajomo, swojsko.
   Szefie, jesteś genialnym diabłem.
- Przestań mówić do mnie szefie, bo tego nie cierpię.
- Tak jest, wielki diabelski władco. Mam małą, maleńką prośbę władco.
Kopnij mnie w zadek, tak na zapęd, niech znów poczuję, że wszystko jest
jak dawniej.
- Tego ci nie odmówię i wymierzył mu siarczystego kopa, aż zabłysło.


   Kiedy został sam, przeciągnął się swoim zwyczajem, a później ryknął
śmiechem, aż piekło się zatrzęsło.
- No to załatwiłem te wielokrotnie zakręcone roladki. Mogą sobie wymyślać
przeróżne teorie, nikt im się nie wtrąci, nikt im nie przeszkodzi. Będą mogli
dowieczyście na sobie sprawdzać swoje własne teorie.
Tam im wszystko ujdzie, wszystko będzie w normie.
Normalnie , ODDZIAŁ   ZAMKNIĘTY.

niedziela, 29 czerwca 2014

Podryw modliszki

    Niezbyt urodziwa modliszka siedzi na gałęzi. Coś ją w łonie smyra,
w brzuchu ma motylki, w pewnym miejscu moc tęsknoty ją  dręczy.
Zamknęła oczy, nawiązała kontakt ze swym EGO i rzekła.
-  Już wiem, przyszedł czas na płodzenie.
    Muszę szybko dorwać samca, a to niestety problem nie lada, wszak
wiadomo wszystkim, że urodziwa niestety nie jestem. Na szczęście
wybredna też nie jestem, jakiś frajer się znajdzie. Jeśli mi się nie uda,
znów wszystkie okoliczne samice będą plotkowały, drwiły ze mnie
w żywe oczy, a tego nie zniosę. Niech się drzewa walą, niech skały
srają, w tym sezonie nie popuszczę, zaprę się i znajdę dla moich
dzieci tatusia.

   Wyczyściła się solidnie, w kwiatowych pyłkach wypachniła
i na podryw wyruszyła.
Wokół pełno samic,w dodatku nie samych. Jedne kopulują aż lecą
iskry, drugie chrupią ojców swych przyszłych dzieci, jeszcze inne już
po amorach i konsumpcyjnej uczcie oblizują lubieżnie paluszki.

   Naszą modliszkę szlag z zawiści trafia, ze złości w gardle ją drapie,
patyczakowate nóżki ze zmęczenie trzeszczą od skakania po
gałęziach. Co którego samotnego samca zobaczy i zalotnie się
uśmiechnie, po przesłaniu mu sygnału swych chęci, on się podle
ulatnia.

   Już miała zrezygnować, bo mocno opadła z siły, kiedy nagle
dojrzała tego, który o dziwo odpowiedział na sygnał.
Urodziwy to on nie był, jakiś taki bardzo nijaki, dziwnie szary,
wysuszony i ponury.

- Apetyczny wprawdzie nie jest, pomyślała modliszka, ale nie
mogę wybrzydzać. Nie ma co się zastanawiać, trzeba łapać co
się trafia.
  Podeszła do wybranka, okrążyła go tanecznym krokiem,
zalotnie spojrzała mu w oczy i zapytała.
- Co sądzisz o małym fiki miki ?

   Samiec spojrzał z aprobatą i jakowymś cudem błyskawicznie
się zmienił w dziarskiego amanta.
- Jak widzisz, moja miła, pofikam z rozkoszą.

   Ona była bardzo spragniona, on miał szczere chęci, bez
zbędnych ceregieli i gry wstępnej przystąpili do rzeczy.
Było ostro i namiętnie, aż modliszkę z wrażenia zatkało.
- Jaka szkoda, myślała w trakcie, że muszę go schrupać po fakcie.
Może okaże się sprytny, zdąży w porę prysnąć, na przyszły sezon
jak znalazł. Wszystkie znajome pękną z zazdrości, że mam swego
samca na stałe.
Jedyne co ją w trakcie drażniło to to, że cały czas zabawy dziwnie
chichotał. Kiedy skończyli, on nie uczynił próby ucieczki,więc
nieco podirytowana z przekąsem spytała.
- Z czego się śmiejesz , idioto. Chyba wiesz, co teraz zrobię.
 On jednak w ogóle się nie wystraszył, wręcz zaczął śmiać się
 jeszcze głośniej.

    Tego modliszce było za wiele, postanowiła w złości, że go
zeżre nie od strony głowy, lecz od przeciwnej, niech dłużej
cierpi, skoro jest idiotą.
I przeszła do dzieła. Chrupała go z pasją, aż trzeszczały w nim
gnaty, a on coraz głośniej się śmiał, wręcz ze śmiechu się zanosił.
Już została jedynie głowa, a to głowa nie przestawała rechotać.
- Może mi wyjaśnisz na koniec łbie pusty , jaki masz powód do
 takiej radochy.
- Trafiła mi się okazja, aby zapłacić rachunek waszej wrednej
płci modliszej, za wszystkie męki mych braci, pożartych samców.
- A niby jakim sposobem ?
- Bo zdechniesz zaraz po mnie .
- Niebywała, masz przedśmiertne omamy ?
- Nie paskudo,pokraczna pannico, złapałem tę modną śmiertelną
chorobę, a u nas działanie jest prawie błyskawiczne.
Ty ją nie tylko złapałaś, ty ją w całości ze mną pożarłaś.
Smacznego, miłej wędrówki w zaświaty.
- Parszywa świnio samcza !
- Mówi się trudno, zaśmiała się głowa. Przynajmniej poznałaś
smak zmysłowej rozkoszy, nie umrzesz dziewicą.
Jego łeb ostatni raz się zaśmiał i znieruchomiał.
- Wszystko ma w życiu swą cenę, nie ma się co nad sobą
rozczulać, rzekła modliszka filozoficznie.
   Zjadła z apetytem martwą już głowę , ułożyła się wygodnie
na gałązce w oczekiwaniu na odlot.





 

czwartek, 26 czerwca 2014

Zakłady przedwyborcze

   Niedawno były wybory, niedługo będą wybory. Nic nowego, zwykły
cykl polityczny, te same twarze, odgrywane szopki przed i po wyborcze.
Jest to tak stałe i niezmienne, że można powiedzieć, powszedni
scenariusz.
   Dwa latka przed finałem zaczyna się intensywny trening. Każdy chętny
wziąć udział w zawodach gorączkowo analizuje, która drużyna mocnego
trenera posiada, a kiedy już wybierze, płaci wpisowe i na ławce siada.
Wpisowe nieco kosztuje, darmochy już nie ma niestety, ale jak się
w finałach załapie, to się z pewnością jakiegoś majątku dochrapie.
Sama gra jest warta świeczki, lepiej brać udział w rozgrywkach wilków,
niż należeć do stada owieczek. Wilki polują watahą, wprawdzie
przywódce żre pierwszy, później według hierarchii, najważniejsze jednak,
aby znaleźć się przy korycie.
   Trwają więc targi i przepychanki, koło fortuny się kręci, kluby wymyślają
przeróżne triki, by w chwili ostatecznej strzałkę zwycięstwa na swoim
polu umieścić.

    Czas przygotowań i walk przedfinałowych to żniwa dla prasy
i mediów wszelakich.Tematy do artykułów lecą jak przysłowiowa manna
z nieba, głupie wypowiedzi i jeszcze głupsze miny graczy aż się proszą,
żeby je rozdmuchać, wyostrzyć, podkręcić.
Gracze wyciągają z szaf i wszelkich domowych zakamarków zakurzone
haki, nagrywarki, podsłuchy " pracują " pełną parą.
Blogowicze, forumowicze walą teksty, aż się grzeją klawiatury.
Śmiechu i zabawy przy tym bez liku, bo to jedyna darmowa radocha,
festiwal rozrywki " non stop ".

   Same finały to wielka feta. Gorączka sięga zenitu, a " zakładowy "
interes śmiga jak fryga. Wszyscy wokół się zakładają, kto wygra, biali
czy czarni.

  Kumpel do kumpla woła, na kogo stawiasz.  Ja na białych, a ty ?
Ja na czarnych. Wiesz, może się założymy. O co ? O pól litra. Ty
kupujesz ćwiarteczkę, ja kupuję ćwiarteczkę. Spotkamy się w wieczór
wyborczy, do rana może starczy, jak ogłoszą wyniki dowiemy się, kto
komu oddaje za ćwiarteczkę forsę. Szkoda, że wyborów nie mamy
co roku.
   Dwie dewotki, które od tygodni wsłuchane są z przedfinałowe
kazania, mają wielki dylemat, na kogo stawiać. Na kazaniu słyszą, że
należy oddać głos na białych, a rodzinka syczy, tylko spróbuj, to się
z tobą rozliczymy. Żeby duchową rozterkę zagłuszyć, postanowiły
zrobić między sobą specyficzny zakład. Postawiły na przeciwne typy
wyborcze, a ta która przegra, rzuci na tackę podwójną stawkę.
Teraz są obie szczęśliwe, bo bez względu na wynik finałowych
rozgrywek, zrobiły dobry uczynek. Szkoda, że wybory nie mogą być
częściej, dobrze jest mięć więcej punktów w niebie.

   Proboszcz na plebani woła młodą kadrę. No chłopaki spotykamy
się w wieczór finałów, strzelimy kilka " mszalnych ", tylko bez
przesady, bo nazajutrz będziemy liczyć grubszą jak zwykle forsę.
Bez względu na to kto zwycięży, my zawsze na tym zarabiamy.

   W domu mąż do żony, nieco atmosferą " podjarany " zagaduje,
na kogo stawiasz, bo ja na czarnych. A żona przekornie, ja na
białych. O co się zakładamy ?
Mąż zadowolony, że wciągnął swoją do" finałowej " zabawy rzuca,
pieczesz dobre ciasto i kupujesz dobre wino. Jak przegram oddam
forsę za flachę , dodatkowo zmywam przez następny tydzień.
Szkoda, że wybory są tak rzadko, wzdycha żona.

   Menel do menela w parku. Ty jak myślisz, kto wygra, bo ja stawiam
na białych, drugi twierdzi, że wygrają z pewnością czarni. Od słowa
do słowa, zrobili zakład o butelczynę czystej z meliny.
Szkoda, że wybory nie są co tydzień, bo to tak miło wypić
z prawdziwego powodu.


   Dzień przed finałami, u stóp Olimpu spotykają się dwaj znajomi, ale
z różnych ławek. No stary, jutro dostajecie solidne lanie, nic z was
nie zostanie, jedynie wspomnienie.
A ja ci zaręczam że będzie wręcz odwrotnie, to z was nawet plama
tłusta nie zostanie. Założymy się o dobry koniaczek .
Człowieku, robię na Olimpie drugą kadencję i powiem ci, że ta
cudowna kraina jest trunkami płynąca. Zrobimy zakład inny.
Który z nas wygra, załatwia intratną posadkę dla przegranego,
a przegrany stawia.
Ty to masz łeb do interesów, taki jak ty nigdy nie zginie.
Jak to jednak dobrze, że wybory nie są co roku.

   W wieczór finałowy w całym kraju ulice puste, jakby wszystkich
nagle wymiotło, w domach cały naród siedzi przed ekranem,
a na stołach gorzałeczka i zakąski. Wszyscy zdrowo pociągają,
wyciągają z barku dodatkowe zapasy.

   Z chwilą, kiedy prowadzący sprawozdania finałowe ogłasza
wyniki, zaczyna się prawdziwy spektakl i to na wszystkich
frontach. Cały naród chla od rana, opijając przegraną lub wygraną.
Na następny dzionek trwa leczenie kaca klinem, bo to ludowy,
sprawdzony na kaca sposób.
Jednak prawdziwą radochę mają przez te dni dzieciaki, bo
mało kto się niby zajmuje, więc robią co chcą.
Jaka szkoda, że wybory nie są co tydzień.

   Największy ruch jest jednak na Olimpie. Od pismaków
i pstrykaczy aż się roi, każdy z nich chce mieć jakiś wywiadzik.
Wygrani tryumfują i głoszą cześć swojego trenera, pieją
hymny pochwalne, przegrani z mety wygranych opluwają,
grożą, że jeszcze im dokopią.

  Więcej nic już nie trzeba pisać, każdy zna efekty .

 

niedziela, 22 czerwca 2014

Zaradne kury

 Siadły kury pod płotem na podwórku i gdaczą.
- Coś z tym naszym Złotopiórym kogutem nie tak.
- Sądzisz, że jest chory ?
Trzecia uważnie słuchała rozmowy i się wtrąciła .
- Wątpię że chory, ale wyraźnie stracił ochotę na amory. Zamiast za nami uganiać
   jak dawniej, stroszyć złote piórka, zalecać się, on gdzieś znika.
- Właśnie, właśnie, przytaknęły następne.
- Może to ptasia grypa, szepce któraś trwożnie.
Najstarsza kura w stadzie poruszyła skrzydłami , usadowiła się wygodniej i gdaknęła
z przekąsem.
- Gdyby miał tę zarazę, już od trzech dni sztywny by na podwórku leżał.
- Tak, tak, tak, wrzasnęły wszystkie zgodnie.
- Ale musi być powód tej jego niechęci do seksu. Trzeba się zastanowić,
   bo dalej tak być nie może.
- Oczywiście, jasne, bezwzględnie, wykrzykiwały jedna przez drugą.
- Sprawa jest szczególnie pilna i paląca, zaznaczyła poważnie doświadczona kwoka.
   Zbliża się okres nasadzania na jajach, a my co wysiedzimy z niepłodnych jaj,
   zbuki. Toż to tragedia, wszystkie jak jedna trafimy do gara.
- Kogut też, zasyczała biała.
- Ty głupia, kogut się jak zwykle wywinie, dostanie młodsze kwoczki.

Dyskusję przerwała im gospodyni, która biegała za swoim chłopem po
podwórku z wielkim wałkiem w garści i głośno wrzeszczała.
- Ty podły łajdaku, zachciało ci się po wsi latać.
   Wstyd na całą gminę. Ludziska się śmieją, że żadnej nie przepuścisz.
   Jak cię dorwę, połamię ci kości, nogi powyrywam ci z tyłka razem
   z flakami, podrywaczu od siedmiu boleści.

Chłop biegał po podwórku, ona za nim w kółko.
Wskoczył na drabinę, przeskoczył płot i krzyknął.
- Jesteś do niczego.
- Znalazł się super samiec. Jeszcze wrócisz do mnie z podkulonym ogonem.
   Jak będziesz musiał oddać połowę majątku, płacić alimenty na dzieci,
   wszystkie cię zostawią. Baby golców nie lubią.
Pokrzyczała jeszcze trochę, machnęła ręką i poszła do domu.

- Słyszałyście, skrzeczy najstarsza kura, mamy rozwiązanie.
- Chyba masz rację, gdacze któraś.
- Trzeba się z naszym Złotopiórym gromadnie rozprawić i powyrywać
   mu tego jego złote piórka. On się po prostu gdzieś łajdaczy.
- Nie bądźcie głupie, najpierw trzeba wszystko sprawdzić.
- Musimy go śledzić, zaskrzeczała siwa.

Śledziły kury trzy dni koguta, tropiły niczym wytrawne agentki. Po trzech
dniach znów zebrały się pod płotem.
- No to wszystko już wiadomo. Przeskakuje przez płot do kur
sąsiada. Niech no tylko wróci na podwórko !
- Zaraz, zaraz, nie tak szybko, zabrała głos najmłodsza.
  Załatwimy go na cacy nowoczesnym sposobem.
- Masz lepsze rozwiązanie, zdziwiły się starsze. No więc gadaj,
  tak, tak, gadaj.
- Wczoraj zrobiłam podkop pod płotem i poderwałam koguta
  z sąsiedniego podwórka. Jego podwórkowy kurzy harem zwariował
  na punkcie Złotopiórego. Jak zobaczyły naszego wiejskiego osiłka,
 dostały wręcz fioła, prawie się o niego biją.
- No i co z tego ?
- Ano to moje miłe, że on super chętny na erotyczne zabawy.
- Brawo, brawo, brawo, będziemy mieć nowego do amorów.
- I to jakiego, chwali się najmłodsza.
  Nawet sobie nie wyobrażacie, jakie ma kogut możliwości, wręcz super
  potencję, aż się w głowie kręci.
- To od razu sprawdziłaś, zaskrzeczały zgorszone.
- A na co miałam czekać. On był napalony, ja miałam ochotę,
   tak samo jakoś wyszło.
- Ty egoistyczna świnio ! doskoczyła do niej czarna.
- Zaraz, zaraz, po co od razu z pazurami. Musiałam przecież sprawdzić,
   czy się do stada nada.
- Do stada ? spytały radośnie , zgodnie, z nadzieją w głosie.
- Oczywiście, sama bym nie dała rady przy jego możliwościach.
   Pomysł przelatywania nas na stałe, wręcz go zachwycił. Trzeba
   tylko zrobić większy podkop pod płotem, bo to duże
   kogucisko, a sam nie powinien się męczyć,jak ma być wydajny.

Nastrój wśród kurek nagle się poprawił, w zapałem przystąpiły
do dzieła. Wygrzebały śliczny tunel, nawet go przyozdobiły.

- No to mamy problem z głowy, gdakały radośnie.
   Jak gospodyni dobrze się przypatrzy nowo narodzonym kurkom,
   nasz zdradziecki Złotopióry trafi do gara.
- Rosół z pewnością będzie z niego pycha, wprost zaćwierkała
   biała.