piątek, 30 września 2016

Moje kulinarne sposoby

Witam

Nadchodzą dni chłodniejsze, z czasem staną się wręcz zimne,
w związku z tym zmieni się nieco nasza dieta, z potrzeby organizmu
na nieco bardziej kaloryczną. Na stołach częściej zagoszczą kluseczki,
pierożki i ciepłe placuszki.
Dziś chcę się z Wami podzielić kilkoma moimi sposobami,
odnośnie robienia tych pyszności.

Kluski śląskie, czyli kluseczki z dziurką.
-------------------------------------------------
Proporcje ogólnie te same jak w przepisach podawanych w poradach
internetowych, jednak nieco inaczej robione.
A więc :
-  obrane ziemniaki gotuję, lekko odparowuję
-  zaraz po odparowaniu ugniatam gorące w garnku ubijakiem do
ziemniaków, takim z dziurkami
-  wykładam gorące ziemniaki na stolnicę, formuję je w kształcie
prostokąta, dzielę lekko nożem na cztery równe części, następnie
jedną czwartą z tych części wysuwam nożem do przodu, tak aby
powstało wolne miejsce wielkości wysuniętych ziemniaków
-  wolne miejsce wypełniam mąką ziemniaczaną nieco powyżej
uformowanych ziemniaków/ nie za dużo /
-  w ziemniakach robię dołek, wbijam jajko
-  szerokim nożem mieszam składniki, zarzucając mąkę na jajko
i ziemniaki / podobnie jak przy wyrabianiu kruchego ciasta /
-  kiedy składniki są już trochę wymieszane, szybko wyrabiam
ciasto ruchami gniotąco - rozcierającymi
-  wyrobione ciasto dzielę na porcję, szybko robię z niego wałeczki
jak na kopytka, kroję na równe kawałki i formuję kluseczki
z dziurką
-  gotuję do czasu, aż wypłyną i zrobią się pulchne, błyszczące
/ najlepiej jedną skosztować dla sprawdzenia /

Uwagi odnośnie ciasta :
-  Kiedy mąka ziemniaczana łączy się z dobrze ciepłymi ziemniakami,
powstaje ciasto śliskie, gładkie, takie jedwabiste, które w trakcie
wyrabiania tężeje i staje się elastyczne, łatwe do formowania.
-  Nim zabierzemy się do robienia ciasta warto naszykować sobie
w garnuszku nieco dobrze ciepłego mleka. Niektóre odmiany
ziemniaków powodują, że ciasto może wyjść zbyt suche, wówczas
należy dolać nieco ciepłego mleka i ciasto stanie się ok.

Przepis wydaje się z pozoru dość zawiły, ale w praktyce jest prosty
Zasadnicza różnica polega na tym, że nie studzimy ziemniaków.
Zapewniam, że tak zrobione kluseczki są delikatne, pulchne, pycha.
-  O ile ktoś nie może jeść jajek i produktów z ich zawartością,
kluseczki można zarobić jedynie na dobrze ciepłym mleku i też
będą super.

Ciasto na pierogi.
---------------------
Ciasto na pierogi wyrabiam dodając dobrze ciepłą wodę, oraz
łyżkę masła. Często również dokładam łyżkę gęstej śmietany.
Ciasto jest pulchne, dobrze się skleja w pierożki.

Placuszki z gotowanych ziemniaków .
----------------------------------------------
Kiedy zostanie nam z obiadu sporo ziemniaków, trzeba je
przecisnąć przez praskę, albo bardzo starannie  utłuc ubijakiem
z dziurkami, wziąć mąkę pszenną, jako i dołożyć :
drobniutko pokrojony żółty ser, kiełbaskę, ewentualnie szynkę
/ czyli to, co mamy aktualnie w lodówce /, fajnie dodać pokrojoną
konserwową czerwoną paprykę, lekko popieprzyć, posolić
- z produktów zarobić ciasto kopytkowe, uformować gruby wałek,
pokroić ciasto w plastry, można lekko podsypać mąką
- tak powstałe placuszki usmażyć na gorącym tłuszczu na złoty
kolor, położyć na talerzyki, polać ketchupem
-  zjeść ze smakiem.
Placuszki palce lizać, inaczej mówiąc , niebo w gębie.

Życzę smacznego. Pozdrawiam serdecznie wszystkich moich Gości.
                                                                                 Pa.

środa, 28 września 2016

Rozmyślanie w jesiennym klimacie

Witam
Kiedy czasami słucham ludzi, ich pięknych słów, tych ochów
i achów, widzę jak cudnie składają rączki i wznoszą modły,
nachodzi mnie refleksja, skąd tyle  zła wokół. Wszędzie sielsko,
anielsko, a rzeczywistość aż skwierczy i śmierdzi, niczym
przypalone skwarki na patelni.
Kto ma odwagę zdjąć z siebie odzienie i stanąć nago przed samym
sobą jak przed lustrem. Nim ściągnie ostatniego ciucha, już robi
" rachunek sumienia "i przystraja swe ego barwnymi kwiatkami.
Dałem 2 złote ubogiemu, znoszone bluzki biednej sąsiadce, trzy pary
już niemodnych butów na cele charytatywne, przygarnąłem pieska
bezdomnego podczas kręcenia programu dla telewizji, wygłosiłem
mowę w obronie praw zwierząt, publicznie potępiłem akty przemocy,
maszerowałam na wiecach w obronie praw wszelakich.
Kiedy wszystkie zdjęte szatki są poukładane w kostkę, a buciki stoją
obok na baczność, nagie ciało wygląda pięknie, niczym stylowa
wiązanka z najmodniejszej w mieście kwiaciarni.
Widok jest tak cudny, estetyczny, ze wszech miar światowy, że nie
warto pamiętać o tym, co jest pod spodem. Jeśli coś nawet uwiera,
jakieś tam drobne świństewko, szybko znajduje się sposób, aby
wizerunek własny naprawić.
Bo to, co innym nie pasuje, robiłem dla dobra ogółu, w imię
prawdy, sprawiedliwości, postępu, porządku.
I tak stoi przed lustrem wiązanka cnót i zalet,przybrana ideologiczną
kokardą.Teraz wystarczy wzniosły napis o miłości bliżniego,
służbie dobru, nobliwa poza na ściance patriotyzmu i laurka gotowa.
   Oto współczesna moda, wykreować własną laurkę, według własnych
możliwości i koniecznych potrzeb.
 
  Dla ocieplenia nastroju wrzucam fotkę zimowej czapki, którą
utkałam z resztek włóczki znalezionej w szafce, bo kreuję modę
taką, na jaką mnie stać.
 

Ta zielona została utkana w ubiegłym sezonie, jeszcze jest ok.



Pozdrawiam serdecznie wszystkich moich miłych Gości. Pa.

















poniedziałek, 26 września 2016

Aniołki na choinkę i nalewka bursztynowa

Witam

Pierwsze jesienne chłody dały mi się mocno we znaki, chrypię
jak stare zawiasy i co chwilę sięgam po następną chusteczkę do
nosa. Cóż, katar leczony trwa po ponoć 7 dni, nieleczony tydzień.
Jak dobrze pójdzie, puści za jakieś 3 dni / mam nadzieję /.
Wena do układania następnego opowiadania jakoś dziwnie
odpłynęła, postanowiłam więc wrzucić fotki aniołków choinkowych,
oraz gwiazdek, oczywiście z masy solnej .
Dodatkowo pstryknęłam bursztynową nalewkę, którą się kuruję
w okresach przeziębienia. Otrzymałam ją w prezencie wraz
z uroczą lampką nocną - świetnie tematycznie pasuje do
bursztynowej super naleweczki / bardzo skutecznej na łamanie
w kościach /.





Fotki wyszły fatalnie, przepraszam, ale tak wygląda robota
w czasie niedyspozycji. Kiedy już się wykuruję, postaram się
poprawić.
Jeszcze jedno. Zostałam posiadaczką super zabytkowego
samochodu - rocznik 1950. Jak się Wam podoba ?




Wszystkich moich Gości serdecznie pozdrawiam i życzę zdrówka.
                                                                                      Pa.

czwartek, 22 września 2016

Jak zrobiłam masę drzewną

Witam
Zgodnie z obietnicą napiszę, jak ja robiłam masę drzewną.
Z pewnością można sobie dopracować własny przepis drogą
prób i błędów i otrzymać znacznie lepszą jakościowo masę.
Generalnie biorąc do masy drzewnej potrzebujemy :
-  pył drzewny, czyli drobniuteńkie odpady drewna powstałe przy
piłowaniu, ewentualnie innej obróbce
-  mąka pszenna
-  woda
-  klej do drewna vicol
-  sól  / aby masa  nie złapała pleśni  /
-  łyżka oleju
dodatkowo :
-  miska do wyrabiania masy
-  jakiś blat  do wygniatania masy
-  garnuszek do gotowania- najkorzystniej nieprzywierający rondelek
-  duża łyżka
-  woreczek foliowy
-  wałek
-  foremki do ciasteczek
-  tekturka pokryta folią aluminiową, ewentualnie grubszą zwykłą
-  drobniutkie sitko

W zależności od tego, czy pył drzewny / trocinki / są bardzo
miałkie, czy mniej, dobrze jest je przesiać przez drobne sitko, aby
uniknąć przygody z drzazgą w paluszku.

A teraz po kolei jak robiłam masę :
-  do miski wsypałam szklankę pyłu drzewnego, szklankę mąki
pszennej, dużą łyżkę soli kuchennej i wymieszałam.
-  do rondelka wlałam 1 szklankę ciepłej wody, wsypałam dwie pełne
łyżki mąki pszennej, łyżkę oleju, dokładnie wymieszałam i wolniutko
gotowałam na wolnym ogniu, aż otrzymałam gęsty klajster / jakieś 3 min  /
-  klajster dodałam do wymieszanej mąki z pyłem drzewnym
w misce, dodałam 2  kopiaste łyżki kleju vicol i mieszałam łyżką do
czasu, aż składniki się zlepiły / bez jakiegoś dokładniejszego
wygniatania /
-  zlepioną masę włożyłam do woreczka foliowego, szczelnie zawinęłam
i odłożyłam na jakieś 2, 3  godziny, aby pył drzewny nabrał wilgoci
-  po 2,3 godzinach najpierw zgniatałam masę w woreczku foliowym
/ lepiej się póżniej wyrabia /
-  następnie wyłożyłam masę na blat i ugniatałam, dodając według
potrzeby naprzemiennie tyle pyłu, co mąki

W trakcie ugniatania co jakiś czas sprawdzałam, czy już jest dobra
gęstość . /  Brałam kawałek w rękę i ugniatałam mały placuszek. Jeśli
ładnie się kształtuje, to znaczy, że masa jest gotowa /.
Wyrobioną masę wkładałam do woreczka/ obsychanie/ - wałkowałam niezbyt
dużymi porcjami. W czasie wałkowania należy ciasto dobrze
podsypywać mąką, bo ma skłonności przyklejania się do blatu i wałka.
   Moja rada :   porcję masy najlepiej jest uklepać / wygnieść /
w dłoniach jak placek  na pizzę, bo kontakt z dłońmi korzystnie
wpływa na  masę.
   Po wykrojeniu drzewnych ciastek układałam je na kawałku tektury
pokrytej folią aluminiową / strona błyszcząca na wierzch /.

   Wykrojone ciasteczka najlepiej suszyć w miejscu ciepłym
i przewiewnym . Musimy często je odwracać, bo niestety w trakcie
schnięcia lubią się odkształcać. Najbardziej wywijają się kółka, więc te
trzeba szczególnie pilnować.

Wyroby z masy drzewnej mają swoje plusy. Są trwałe, nie kruszą się,
nie rozbiją przy upadku, łatwo je malować, ozdabiać różnymi
technikami. Z resztki masy ulepiłam kwiatki i o dziwo ładnie się
wysuszyły . Można to zobaczyć na zdjęciu w poście poprzednim
/ sówki z masy drzewnej /.

Dodatkowe uwagi : jeśli chodzi o dokładny przepis na masę drzewną,
to trudno dokładnie ustalić proporcje składników. Wszystko zależy
od gatunku drzewa, z jakiego jest pył drzewny, od jego wilgotności
i zdolności wchłaniania wilgoci. Ale zasada jest jedna - tyle samo
objętościowo mąki co pyłu. Resztę trzeba sobie dopracować. Nie jest
to takie trudne, jak wygląda z opisu.
Warto się tą masą zabawić, bo nasze ozdoby choinkowe i inne będą
nam służyły długo.
Pył drzewny możemy  zdobyć / dostać / w każdym zakładzie obróbki
drewna / cięcia piłą /, z reguły za darmo.



środa, 21 września 2016

Sprytne dzieciaki

Witam.
Dzisiaj nieco w żartobliwym tonie o  milusińskich.

       Sprytne dzieciaki
       ---------------------

Przychodzi dziadzio w odwiedziny do wnusi,
Bierze wnusię na rączki i prosi,
Daj dziadziusiowi buzi.
Dobrze, dam ci buzi za pieniążka.
Dziadunio wyciąga portfel, trochę w nim grzebie,
Daje wnusi dwa złote.
Ja chcę większego, najlepiej papierek.
Dobrze, śmieje się dziadek,
Dostaniesz papierek za dwa buziaczki.
Wnusia trzyma dyszkę w łapce i czule dziadka całuje.
Oj, sprytna ta moja wnusia.

Babcia siedzi wieczorkiem w fotelu
I mówi do wnuczka.
Przynieś mi kochanie moje okulary.
A dostanę babciu dwa złote ?
Drugi wnuczek nieco młodszy
Lecz bardzo pojętny,
Chwyta w łapki książkę babci,
Staje koło starszego i czeka na swą dolę.
No proszę, ależ te dzieciaki są zaradne.

Na zakupach w sklepie dzieciak mówi,
Kup mi mamo samochodzik.
Nie kupię, bo nie mam pieniędzy.
Jak nie kupisz, zacznę krzyczeć
I już stoi w gotowości do akcji.
Matka spojrzała z trwogą na ludzi,
Na warunki swego malca szybko przystała.

Nadchodzą urodzinki małej dziewczynki,
Dziadki pytają przymilnie.
Jaki chcesz prezent dziecinko ?
Najlepiej, jak dacie pieniądze,
Sama sobie prezent kupię'
Chyba, że chcecie mi sprezentować hulajnogę.
Babcia patrzy na dziadka pytająco,
Dziadek na babcię aprobująco.
No więc na co się decydujecie,
Mała spryciara migiem łapie okazję.
Chcecie, pokażę wam w internecie.
Patrzą, kręcą głowami, bo trochę droga,
A wnuczka praktycznie uzasadnia.
Tania to takie badziewie,
Długo nie pojeżdżę.
Tę drugą po  roczku jeżdżenia,
Tato wystawi na aukcji w internecie.
Ależ to dziecko jest zaradne
W dodatku przyszłościowo myśli.

Po kolacji tatuś mówi do mamusi.
Nasza mała kończy dziesięć latek,
Zacznie być już nastolatką,
Musimy jej urządzić większe przyjęcie.
Rodzice szykują przyszłej nastolatce urodzinki,
A przyszła nastolatka wypisuje zaproszenia.
Na każdym z nich mądrze wpisuje,
Zamiast prezentu mile widziana koperta.
Zachwyceni pomysłem rodzice pytają.
A kogo zaprosisz na tę uroczystość.
No, takich, których stać jest na kopertę.
Masz rację, śmieje się babcia,
Dziadostwa nie warto zapraszać.

Wszystkim moim przemiłym Gościom przesyłam
pozdrowienia i uśmiechy .      Pa.

wtorek, 20 września 2016

Sówki z masy drzewnej

Witam.
Dlaczego bawię się masą solną, zaraz wyjaśnię. Przede wszystkim
dlatego, że zabawa masą solną jest super korzystna dla moich
oskrzeli. Kilka lat temu bywało tak, że zapalenie oskrzeli, które
czasami przechodziło w zapalenie płuc, dopadało mnie trzy, cztery
razy w roku. Męczył mnie nieustannie kaszel, zwłaszcza w nocy
i rano. Antybiotyki rujnowały mi organizm, zwłaszcza układ
pokarmowy. Na szczęście jakieś sześć lat temu zaczęłam się bawić
masą solną. Wygniatałam ciasto, lepiłam i tak w kółko całą zimę.
Suszyłam wszystko naturalnie, nie w piekarniku. Już pod koniec
pierwszego sezonu zabawy z masą solną stwierdziłam, że mój stan
zdrowia uległ poprawie. Z roku na rok coraz rzadziej odwiedzałam
lekarza, od trzech lat odpukać, odstukać w niemalowane drewno,
mam spokój. Kiedy lekarka rodzinna wysłała mnie na kontrolne
badanie do specjalisty, lekarka nie mogła wyjść z podziwu. Spytała,
co robię, że jest tak duża poprawa, praktycznie dolegliwości
ustąpiły. Opowiedziałam jej o zabawie masą solną - proszę się nadal
bawić, powiedziała, kiedy suszy się tyle masy solnej, która zawiera
jod, powietrze w mieszkaniu staje się podobne do tego w komorze
solnej.
Tak przywykłam do lepienia, że kiedy latem zaczęło mi brakować
lepienia, spróbowałam pobawić się masą drzewną. Od sąsiada
dostałam torbę pyłu drzewnego, dodatkowo go przesiałam przez
drobne sitko i zagniotłam, zrobiłam ciasto , rozwałkowałam jak
masę solną , następnie wykroiłam foremkami drzewne ciasteczka.
Wysuszyłam na parapecie przy otwartym oknie.
Dużo tego nie zrobiłam, bo zapach pyłu drzewnego w połączeniu
z wodą i klejem do drewna jest zbyt intensywny jak dla mnie.
Na próbę pomalowałam sówki, które zaraz zademonstruję.
Teraz oprócz zabawy masą solną będę miała dodatkowo malowanie
ozdób choinkowych z masy drzewnej.
Jeśli kogoś zainteresuje sposób, w jaki zrobiłam masę drzewną,
to chętnie  podam.


sówki z masy drzewnej

masa drzewna

masa drzewna

Przesyłam serdeczne pozdrowienia moim przemiłym Gościom,
Pa.

poniedziałek, 19 września 2016

Pożegnanie lata

Witam.

Wprawdzie astronomiczna jesień zaczyna się 22 września,
ale lato zrobiło nam psikusa. Zamiast ślicznie dalej nas
ogrzewać, spłynęło deszczem, powiało zimnym wiatrem,
mówiąc krótko, pokazało nam środkowy palec i odleciało
w ciepłe kraje.
Na pożegnanie lata postanowiłam wrzucić zabawny wierszyk
anonimowego " poety ", który swoje literackie dzieło  malowniczo
opublikował na peronie w pewnym mieście.
Wierzę, że po przeczytaniu wierszyka lato uśmiechnie się
słonecznie i choć na kilka dni jeszcze do nas wróci.
Wierszykowi nadałam " literacki " tytuł
           
                    Uroczy dzień
                   ------------------

Ptaszek leci z dala,
Z góry słonko dopie...dala,
Żaba w wodzie dupę moczy,
Ku... wa, jaki dzień uroczy.
                     /   autor nieznany   /

A oto fotki, które ilustrują malowniczo uroczy dzień lata.

Ptaszek leci............

Z góry słonko.....................

Żaba w wodzie.....................

.................. dzień uroczy

Mam nadzieję, że słownictwo nie zostanie ocenione
zbyt surowo przez " opinię publiczną " i " zmieści się "
w regulaminie.

Pozdrawiam wszystkich moich Gości bardzo ciepło i słonecznie,
życzę wiele radości i powrotu wspaniałej pogody, czyli pięknego
babiego lata.    
                                                      Pa.

sobota, 17 września 2016

Iluzja

Sen w trzech odsłonach  / autentyczny  /

Odsłona pierwsza
---------------------
Marta widziała 5 kobiet ustawionych na kole tyłem do siebie.
Miały przysłonięte oczy. Ich zadaniem było wskazać wybrany
przez siebie dom spośród wielu, które ujrzą po opadnięciu
zasłon. Kiedy zasłony opadły, zobaczyły obracający się dość
szybko rynek, zabudowany w równych odstępach piętrowymi
domami, w miejscu drzwi wejściowych stojącego mężczyznę.
Każda z kobiet szybko wskazała inny, wybrany przez siebie dom.

Odsłona druga
------------------
Kobiety stały jak poprzednio z zasłoniętymi oczami i miały to
samo zadanie - wskazać wybrany dom. Tym razem obracało się
koło z kobietami. Po opadnięciu zasłon każda z nich wskazała
wybrany dom.

Odsłona trzecia
-------------------
Kobiety stały na swoich dawnych miejscach z przysłoniętymi
oczami w oczekiwaniu na trzecie zadanie. Nagle zasłony opadły
i co ujrzały.
Wokół rynku stały identyczne domy, w miejscu w którym
widziały stojących mężczyzn, na ścianach były wymalowane
na ciemno duże zajączki i wesoło się śmiały.

Kobiety najpierw wręcz oniemiały z wrażenia, a póżniej zaczęły
się śmiać, bo okazało się, że każda z nich wskazywała na domy,
w zupełnie innych miejscach rynku.

Rzeczywistość jest stała, ale każdy widzi ją odmiennie i wierzy
w to, że widzi prawdziwy obraz rzeczywistości.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich moich miłych Gości.  Pa.

piątek, 16 września 2016

Och, mam chyba doła.

Witam.

Trzeba coś robić, aby się nie nudzić, bo wiadomo że bezczynność
i nuda lasują szare komórki. Kiedyś wpadł mi w ręce kalendarz
z najpiękniejszymi Madonnami i choć grube kartki nie bardzo nadają
się na ikonki, wycięłam jedną z nich,nakleiłam na sklejce i wyszło coś
takiego. No cóż, artystką z pewnością już nie będę, ale miałam trochę
zabawy.
Tyle tylko, że te zabawy zaczynają być mało zabawne i zaczyna mnie
wnerwiać bezsens robienia rzeczy, z którymi nie bardzo wiadomo, co
właściwie zrobić.
Czy tylko ja tak mam, czy inni też miewają chwile, że ich coś trafia ?
Ciekawe.

Na sklejce naklejone zdjęcie obrazu
Filippo Lippi - Madonna z Dzieciątkiem i Aniołkami, fragm.
/ Galeria Uffizi, Florencja /

Serdecznie pozdrawiam moich miłych Gości,
życzę lepszego nastroju niż mój obecny.  Pa.

czwartek, 15 września 2016

Moje szydełkowanie

Witam .
Nie wiem czy to z powodu wyżu, czy niżu, pełni księżyca, a może
jakowejś atmosferycznej anomalii, ogarnęło mnie totalne umysłowe
i fizyczne lenistwo. Mózg stanął mi w poprzek, myśli snują się
leniwiej niż ręce i nogi, coś bym chciała zrobić, bo tak bezczynnie się
byczyć to zupełny bezsens, więc wyciągnęłam z szuflady szydełkowe
robótki, które kiedyś z pasją dziergałam.
Pstryknęłam kilka fotek, westchnęłam beznadziejnie i rozsiadłam się
w fotelu , zupełnie jak ten leń z wierszyka Jana Brzechwy.
" Na tapczanie siedzi leń, nic nie robi cały dzień "........ , no to zupełnie
tak, jak dzisiaj ja.
Czy ktoś jeszcze tak dzisiaj ma, jak ja ?
                                         




No proszę, dopiero na fotce spostrzegłam, że jakiś niegrzeczny
gość chyba mi wypalił dziurkę w mojej ulubionej serwecie
w złocistym kolorze. Trzeba to będzie jakoś ładnie załatać, ale
z pewnością nie dzisiaj.
Teraz chyba potuptam do parku, usiądę na ławeczce i popatrzę na
dzikie kaczki, które mają z reguły takie kaczkowate ruchy, jak
dzisiaj ja,

Pozdrawiam wszystkich moich miłych Gości serdecznie i życzę
miłego czwartkowego odpoczynku, który może potrwa do niedzieli
włącznie.  Pa.

środa, 14 września 2016

Kot Cwaniak

Witam.
Dzisiaj opowiem o moim ulubionym kocie Cwaniaku.

  W dzieciństwie miałam wielkiego, burego kota Cwaniaka. Chodził
po domu z dumnie podniesionym ogonem i rządził tak jak chciał. Rano
budził domowników głośnymi miauknięciami, tak ostrymi, że tato zrywał
się na równe nogi i otwierał Cwaniakowi drzwi. Kiedyś wszyscy głęboko,
smacznie spali, Cwaniak był w nagłej potrzebie, wskoczył na małżeńskie
łoże rodziców i ugryzł tatę w piętę. Cóż, wyższa konieczność, nie miał
innego wyjścia. Po powrocie z podwórka zaczynał ceremonię ocierania się
o nogi, najczęściej mamy, bo dostawał od niej ciepłe mleczko do miseczki.
Następnie wybranemu przez siebie domownikowi wskakiwał na kolana
i zaczynał głośne, słodkie mruczando , w podziękowaniu za pieszczoty
i głaski. Kiedy uznał, że wystarczy, zeskakiwał z kolan i z zadartym ogonem
odchodził do swoich własnych " zajęć ".
W porze obiadowej siadał Cwaniak koło stołu i czekał. Patrzył uważnie,
kiedy pojawi się na talerzach jakiś jego przysmak, szczególnie mięsko.
I zaczynał się koncert na przerażająco rozdzierające miauki. Wszyscy na
wyścigi podawali mu smaczne kąski do mordki, aby szybko się nasycił.
Po poobiedniej drzemce, zwłaszcza latem, wychodził na łowy.
Finał łowów był okrutnym widowiskiem. Cwaniak wkraczał do domu
z upolowaną myszą w zębach, wskakiwał na duży stół w kuchni i zaczynał
demonstrować swoją bandycką zwinność i refleks. Wypuszczał biedną
myszkę ze swojego pyska i uważnie patrzył. Biedna myszka myśląc, że
może ujść z życiem, próbowała ucieczki. Cwaniak pozwalał ofierze na
kilka swobodniejszych ruchów, a póżniej znienacka, cap łapą, przyciągał
do siebie i znów puszczał. Taka zabawa trwała zwykle wiele długich
minut, aż znudzony Cwaniak ostatecznie chwytał myszkę mocno w zęby,
zeskakiwał ze stołu, wynosił swą zdobycz na podwórko, gdzie z apetytem
ją pożerał.
W czasie tych krwawych spektakli mama stała na stołku z zamkniętymi
oczami, bo okropnie bała się myszy, ja z dala od stołu kibicowałam
biednej myszce. Ale Cwaniak zawsze był górą. Jak pamiętam, żadnej myszce
nie udało się zbiec.
Cwaniak miał stałą narzeczoną, kotkę sąsiada z przeciwnej strony ulicy.
Kiedy kotka miała ochotę na amory, nasz kot znikał na trzy dni z domu.
Kocica sąsiadów też znikała. Na zawsze pozostało dla mnie tajemnicą, kiedy
i w jaki sposób ta zakochana para dochodziła do porozumienia w sprawie
trzydniowej randki. Wiadomo było jednak, że po każdym zniknięciu
w odpowiednim czasie po, nasza sąsiadka rozdawała znajomym urodziwe
kocięta. Kocięta miały wzięcie bo wszystkim było wiadomo, że to koty
łowne.
Cwaniak oprócz tych wszystkich uroczych zdolności wykazywał się
skłonnością do złodziejska. Był bezczelny do tego stopnia, że któregoś razu
próbował ukraść mięso z gotującej się w garnku zupy. Wymyślił sobie
genialny sposób.
W naszym domu była duża " kuchenka ", to znaczy piec kaflowy z dużym
paleniskiem, obudowany kaflowym murkiem. Cwaniak usadowił się na
murku, zrzucił łapą pokrywkę z garnka i starał się na wszelkie sposoby
zahaczyć pazurami mięso w zupie. Prawie mu się to udało, ale tato, który
z za drzwi obserwował te akrobatyczne ćwiczenia, w trosce o Cwaniaka
łowy przerwał. W nagrodę za pomysłowość w trakcie obiadu otrzymał wielką
porcję tego, czego nie udało mu się ukraść.
Trzeba przyznać, że wspaniałe i barwne było życie Cwaniaka.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich moich Gości, życzę wiele uciechy
i przyjemności z korzystania z pięknej, słonecznej pogody, która aby
trwała jak najdłużej.   Pa.



czwartek, 8 września 2016

Smutny wdowiec I i II część

   Snuje się po domu pan Krzyś, smętny i ponury. Pralka się zepsuła,
lodówka pusta, z każdego kąta kurz aż się sypie, a dodatkowo
w telewizorni tylko nudy. Jaki smutny los wdowca, myśli sobie,
przydała by się jakaś miła kobitka, ale czy znajdzie gdzieś taki ideał,
jakim była jego świętej pamięci Agatka. 
Założył Krzyś wymięty golf, bo koszula brudna,mocno sfatygowane
spodnie i skarpetkę z dziurą. Buty też wołały o pomstę do nieba, ale
czego można wymagać od wdowca, który dostał z konieczności rentę,
bo nie jest zdolny do pracy z powodu depresji. Pani psycholog radziła,
że trzeba do ludzi, ale gdzie takich znależć, żeby się nie nudzić.
   Żeby tak znów można było być z moją Agatką, to by była gratka.
Ona mu mówiła, co trzeba w sklepie kupić, kiedy wytrzepać dywan,
umyć okna, śmieci wyrzucić. Uczyła go jak układać koszule 
i skarpetki, obierać ziemniaki i klepać kotlety. Wiedziała, kiedy wpaść
do knajpy, kiedy miał już w czubie, jak zdzielić parasolką babę, którą
uznała za swoją rywalkę. Regularnie w soboty robiła solidną
awanturę, w niedzielę był obiadek na dwa dania z deserem, wieczorkiem 
stawiała winko na stole, zapalała świeczki i robiła sex party, jak było
w powieści.
Cóż to było za życie, aktywne, bez nudy, to już się nie wróci, jakiż
więc sens ma życie.
Wspominając tak te piękne lata, poszedł na ławeczkę do parku, gdzie 
pierwszy raz spotkał swoją Agatkę. Siedzi w parku, spogląda na
harce wiewiórek, gołąbki które robią rundkę wzdłuż alejki i dziobią
okruszki, słyszy śmiechy dzieci bawiących się w piasku, a on jak ten
smutny kanarek marnuje się bez pary. Wstał więc z tej ławki i wlecze
się noga za nogą, a dzień taki długi i nie wie, co ma ze sobą począć.
Nagle ktoś go klepie po plecach.
- Jak się masz stary, coś taki markotny, choć pogramy w szachy.
Krzyś najpierw się ucieszył, bo to stary kumpel, z którym czasami
wypijał w knajpce po piwku , niekiedy kielicha, ale zaraz jakoś
dziwnie zmarkotniał.
-  Słyszałem, mówi kolega, żeś bardzo zmizerniał, z nikim się nie
spotykasz i jakoweś prochy na depresję łykasz. Rozumiem, że śmierć
Agatki to była dla ciebie ogromna strata, ale wreszcie musisz się
jakoś otrząsnąć po prawie trzech latach.
- Łatwo powiedzieć, ale strasznie ciężko tak żyć bez kobiety.
Kolega jednak nie popuścił i zaciągnął Krzysia do szachownicy 
w parku.  Krzysiowi nie ulżyło, gra mu nie idzie, kiedy już przegrał
drugą partyjkę oznajmił, że czas wracać do domu.
-  Gdzie ty się chłopie śpieszysz, do pustej chałupy ? Poczekaj tu
chwilkę, skoczę do kiosku po papierosy, a póżniej zapraszam na piwko.
   Siedli w knajpce za rogiem, z trudem wypił jednego, drugi poszedł
już lepiej, więc kumpel zamówił trzeciego.
-  Posłuchaj doświadczonego kumpla, ja ci dobrze radzę, znajdż sobie
szybko jakąś babę. Kupiłem w kiosku gazetkę, pełno w niej ogłoszeń
matrymonialnych, chętnych będzie, że nie zliczysz . Będziesz czytać
listy, gadać przez telefon, umawiać się, randkować. za trzy miesiące
braknie ci dnia, żeby temu wszystkiemu sprostać. Choroba sama odejdzie.
Mam czas, ty masz czas, siądziemy u ciebie w domu, ułożymy zgrabny
liścik.
-  Jakoś nie mam na to ochoty. W domu bałagan, w lodówce pusto,
nawet brak herbaty.
-  A cóż to za problem. Zakupy zrobimy po drodze, a bałagan olej.
Krzyś nie umiał się wykręcić,więc kupili w sklepie spory zapasik
jedzenia, kawę, herbatę, a nawet środki czystości.
Siedli  przy stole, wypili po kawce, zagryżli ciastem i wzięli się za 
czytanie matrymonialnych ofert.
-  Wiesz co, mówi kumpel, ty sam sobie lepiej wybieraj kandydatki
na randkę, najlepiej trzy albo, cztery, po co się bawić w detal. Hurtem
więcej i prędzej coś załapiesz. A jeszcze dodatkowo wyślesz swoją
ofertę do biura matrymonialnego, pomogę ci wypełnić ankietę.
Ty sobie więc czytaj, ja w tym czasie zredaguję zgrabny, niezbyt
długi liścik, każda się na niego złapie. Póżniej tylko oglądać fotki,
przebierać, jednym słowem żyć nie umierać.
Migiem się z tym uporali, kumpel zaciera ręce z zadowolenia, a Krzyś
zrobił się znowu jakiś szary.
-  Przestań wreszcie smutasie. Cóż znowu cię boli.
-  Patrz, jak to moje mieszkanie wygląda, jak ja tu mogę zaprosić
kobietę. Trzeba wymalować ściany, pomyć podłogi, wyprać firany,
wytrzepać dywany, pralkę naprawić i zrobić jeszcze wiele innych
rzeczy, a ja jestem chory, nie mam na to siły.
- Czym ty się przejmujesz, wariacie.  Przecież w liście stoi, że czujesz
się zagubiony po śmierci żony, szukasz bratniej duszy. Baba rozumie,
że chłop w takim stanie nie ma głowy do porządków. Widzę, że nie
masz pojęcia o kobietach.  Najważniejsze dla nich to będzie duże
własnościowe mieszkanie i to, że nie masz rodziny. Każda się na to
złapie, możesz mi wierzyć. No a teraz napisz liściki i biegiem na
pocztę.
-  Mam każdej wysłać list takiej samej treści ?
-  Oczywiście, czy chcesz do każdej układać oddzielny liścik . Chyba
upadłeś na głowę. No to lecę, mam dzisiaj jeszcze towarzyskie
obowiązki. Jeszcze jedno, niech ci nie wpadnie do głowy tego listu
skserować, bo to niezbyt eleganckie. Masz czas, pisz.
Przyjdż jutro do parku, zagramy partyjkę, pójdziemy na piwko.
Ucz się cieszyć życiem.
    Po wyjściu kumpla Krzyś napisał listy,rankiem wysłał. Potem
wstąpił do mechanika, żeby mu przyszedł naprawić pralkę. Przez
kilka dni prał, suszył i składał na kupkę. Za prasowanie się nie wziął,
bo brakło mu siły. Po kilkudniowym wysiłku, nieco dłużej pospał.
Może by jeszcze i dłużej pospał, ale zbudził go listonosz. Przyniósł
rentę i trzy listy. Listy od kobitek, do których napisał. W każdym
nawet ładna fotka z propozycją , aby się spotkać.
-  No, trzeba przyznać, mruczy Krzyś, całkiem fajne babki. Może
warto posłuchać kumpla i umówić się z nimi na randkę. Tylko jak
to najlepiej zorganizować, żeby nie było żadnej towarzyskiej wpadki 
i żeby sąsiedzi nie mieli powodów do " gadki ". Ubrał się więc nieco
bardziej dziarsko jak zwykle i poszedł do parku zasięgnąć rady
kumpla.
                                                          /  .  /
Część dalsza zjawi się z pewnością, ale jeszcze do końca nie wiem,
w co Krzysia " wrobić ". Jutro pomyślę, pojutrze chyba dalszy ciąg
wrzucę.
         Serdecznie wszystkich moich Gości pozdrawiam. Pa.
                                                         .  /  .

Kumpel obejrzał fotki i orzekł.
-  Wszystkie warte grzechu, więc bierz się chłopie do roboty. Zrób
grafik, zapraszaj na chatę i testuj. Może któraś przypadnie ci do
gustu.
Krzyś zrobił tak, jak radził kumpel. Wysyłał po kolei zaproszenia
i poznawał panie. Po piątej kolejnej wizycie trochę się zniechęcił,
bo wszystkie te randki dziwnie były nie w jego stylu, żadna z pań
poznanych jakoś nie przypadła mu do gustu.
-   Co ze mną jest nie tak, myśli Krzyś. Kobitki owszem ładne,
eleganckie, ale po dwóch godzinach bycia z nimi sam na sam robię
się drętwy, marzę jedynie o tym, jak spotkanie uprzejmie zakończyć
i nie wyjść na idiotę.
Zadzwonił do kumpla, ale kumpel miał pilne sprawy w firmie do
załatwienia, więc tylko mu doradził, że może czuje się żle z paniami
we własnym mieszkaniu i chyba będzie lepiej, jak sam je zacznie
odwiedzać.
Listy z biura " swatka " napływały, Krzyś czytał listy, oglądał fotki,
dzwonił, umawiał się na randki i jeżdził niczym turysta z miasta do
miasta.
- To wszystko jest bez sensu, powiedział do kumpla w knajpie przy
piwku.
Kumpel pokręcił głową, zamówił coś mocniejszego i orzekł.
-  Nie możesz zrezygnować, bo te randki jakoś dobrze ci robią.
Wprawdzie swej wybranki nie znalazłeś, ale przynajmniej się nieco
zaokrągliłeś, nabrałeś rumieńców, wyprzystojniałeś, w sumie to taka
kuracja okazała się skuteczniejsza niż prochy i płacze u psychiatry.
Mam pomysł, wychyl kielicha i idziemy kupić komputer. Kupno
komputera przy wysokości twojej renty to nie taki znów wydatek.
Aż się dziwię, że go jeszcze nie masz. Tam w portalach randkowych
możesz sobie gruchać ile zechcesz, przynajmniej będziesz miał
zajęcie.
Kupili komputer, kumpel pstryknął mu super fotkę przy pomniku
w parku i zabrali się do dzieła.
-  No, Krzysiu, fotka śliczna, stoi że masz wyższe wykształcenie,
dobry zawód, znasz angielski, więc wyrywaj zagraniczną babkę, jak
kilka razy ją odwiedzisz, doszlifujesz język, to zawsze może się 
w życiu przydać. Za rok przechodzisz na zasiłek przedemerytalny,
jak dojdziesz do siebie i zechcesz, dam ci fuchę u siebie.
Krzyś na odzew zagranicznych pań nie musiał długo czekać, dość
szybko dostał aż trzy zaproszenia, z których po kolei o dziwo
skorzystał. Zaliczył kilka dłuższych wyjazdów, ale wracał sam bez
pary do kraju. Wreszcie skończył internetową miłosną przygodę.
Kumpel był mocno zaskoczony, że taki fajny facet jak Krzyś nadal
pozostaje sam, w dodatku zrezygnował z poszukiwań. Próbował od
kumpla coś wyciągnąć, trochę wypytywał, aż doszedł do wniosku, że
może z Krzysiem coś po tych prochach jest nie tak, tylko krępuje się
przyznać. Nie bardzo wiedział, jak przyjacielowi pomóc, wciągnął go
w swoje męskie towarzystwo i zapraszał na różne towarzyskie
spotkania, w których Krzyś o dziwo chętnie i aktywnie uczestniczył.
Po pewnym jednak czasie zaczął się od imprezek wymigiwać, przestał
bywać.
-   No cóż, zrobiłem co mogłem, myśli kumpel, jego wybór, jego
decyzja i dał sobie spokój.
Długo się nie widzieli. Któregoś dnie ktoś go klepie w plecy i woła.
-  Cześć stary, Długo cię nie widziałem, a jesteś mi bardzo potrzebny.
Odwraca się, oczom wprost nie wierzy. Krzyś roześmiany, szczęście
z niego aż tryska.
-  Zapraszam cię na piwko, tam ci o wszystkim opowiem.
Okazałeś się najlepszym przyjacielem, ty jeden podałaś mi rękę,
wydobyłeś z depresji, zasługujesz na moją wdzięczność. Może kiedyś
zdołam ci się odwdżięczyć, ale teraz mam kolejną do ciebie prośbę.
Czy zechcesz być moim świadkiem na ślubie ?
-  Ty się żenisz ? Poderwałeś jaką milionerkę, gdzie ją poznałeś ,
opowiadaj.
- Nie ma co opowiadać. To nie żadna milionerka. Poznałem ją na
cmentarzu, jak poszedłem zapalić lampki w piętą rocznicę śmierci
Agatki.
- Na cmentarzu ?
- Tak, to wdowa. Chodziła w każdą sobotę na grób zmarłego męża.
Kobieta taka miła, przyjazna, bardzo dobrze mi się z nią rozmawiało.
Kilka razy posiedzieliśmy na cmentarnej ławeczce, póżniej kilka razy
w lodziarni lub kawiarni. Chodziliśmy wspólnie do kina, dwa razy do
teatru. Zupełnie mnie zauroczyła, więc zaprosiłem ją na kolację i tak
zostało. Bierzemy ślub. Więc jak, zgadzasz się świadkować ?
-  Coś niesamowitego, mówi kumpel. Jak to życie dziwnie się plecie.
Ty się znowu żenisz, ja się rozwiodłem. Skończyłem z babami, mam
na reszcie spokój. Nawet do parku rzadko chodzę. Nie muszę już
uciekać z domu na partyjkę szachów. Czuję się wolny i szczęśliwy.
Wciągnąłem do interesu zięcia, on kiedyś go po mnie przejmie.  Teraz
chodzę z zięciem i wnukiem na ryby.
Tak sobie gadali, a tu do knajpki wchodzi dziarski krokiem pani
w średnim wieku i wprost do ich stolika wali.
- Czułam Krzysiu, że tutaj cię znajdę. Które to już piwko obracacie?
- Pierwsze, kochanie. A to jest mój przyjaciel, zgodził się świadkować
na naszym ślubie.
-  Panie, Krzyś ciągle o panu gada. W takim razie możesz sobie Krzysiu
zaliczyć z przyjacielem nawet dwa piwka, może nawet noś mocniejszego.
Ale pamiętaj, bo wiesz, twoja wątroba. Krzysiu, a co to za baba tak się
na ciebie gapi.
  Która, kochanie, rzekł Krzyś z niewinnym uśmiechem.
-  O, tamta przy stoliku, blisko drzwi. No to żegnam pana, drogi
przyjacielu. Pijcie sobie spokojnie.
Wstała i ruszyła do drzwi. Po drodze się jednak zatrzymała i syknęła,
-  Nie gap się na cudzych chłopów, pilnuj swojego.
Kumpel sącząc piwo znienacka powiedział.
-  Jak już gadamy, powiedz mi szczerze, co cię w tej obecnej ujęło,
czego inne nie miały .
-  Ja też o tym myślałem, chciałem zrozumieć sam siebie. No cóż,
wszystkie były nawet ponętne i chętne, czasami aż za bardzo. Mogłem
korzystać, ale ja ten sport już kiedyś uprawiałem w młodości.
Poznane kobiety podzieliłem na trzy kategorie.
Pierwsza to architektki, z miejsca planowały, jak trzeba urządzić moje
mieszkanie. Drugie to księgowe, liczyły ile moja renta , przyszła
emerytura plus ich przychody razem uczyni i na ile nam tego wystarczy.
Trzecia , stylistki. Chciały mieć reprezentacyjnego, dobrze ubranego
partnera do towarzyskiego życia, aby imponować.
Tylko mnie w tym wszystkim nie było. Wszystko inne było ważne, ale
nie ja. Chcę być dla kogoś ważny i mieć kogoś, kto jest dla mnie ważny.
A wady i słabostki ma każdy.
Kiedy starzy kumple wysączyli drugie piwko, Krzyś mówi.
-  Wiesz co, zapłacę jeszcze za jedno piwo dla ciebie, a sam już chyba
pójdę. Nie chcę, aby moje kochanie siedziała sama w domu.
Krzyś wyszedł, a właściciel knajpki przysiadł do stolika.
-  Po śmierci żony mocno się facet załamał, aż wszyscy się niepokoili.
Ma jednak farta. Ta jego narzeczona, to wypisz, wymaluj, św. pamięci
Agatka.
                                    KONIEC
Pozdrawiam serdecznie wszystkich moich miłych Gości , przesyłam
dobre życzenia i uśmiechy.    Pa.



wtorek, 6 września 2016

Jej ostatni bal

Witam.
    W przeszłości ćwiczyłam przez kilka lat dość niebezpieczny " sport "
polegający na tym, że nigdy w czasie choroby nie korzystałam ze zwolnień
lekarskich, łykałam antybiotyki i zasuwałam do pracy. No cóż, takie
nastały czasy i należało się przystosować. Kiedyś jednak przeholowałam
lekko i wylądowałam w szpitalu. Szpital był załadowany dokładnie,
leżałam na 8 osobowej sali. Miałam pecha, co mnie zresztą nie dziwi,
bo jak się coś złego dzieje, dziwnym trafem muszę jakoś w to wdepnąć.
   Obok mnie kurowała się na coś tam pewna pani, a właściwie z tego co
pamiętam, była raczej na obserwacji. Rano, jeszcze przed przyjściem
pielęgniarek z termometrami, budziła nas owa pani śpiewaniem nabożnych
pieśni. Cóż, kobieta pobożna, chciała się modlić, nikt jej nigdy nie
przeszkadzał. Po śniadaniu i wizycie lekarskiej zaczynała nadawać audycję
pod tytułem ' jaką mam podłą rodzinkę " i nie tylko.Opowiadała o wszystkich
dalszych i bliskich z familii, że są nieżyczliwi , w czymś jej w życiu mocno
zaszkodzili, są zazdrośni i zawistni. Jednym słowem słowny " horror ".
Nakrywałam się kocem na głowę i odsypiałam nieprzespane często nocki,
bo nocami dusił mnie kaszel, że sama nie mogłam już tego słuchać.
Po obiedzie robiłam to samo, budziłam się zwykle przed kolacją.
I znów słuchałam, jakie w tych szpitalach jest kiepskie żarcie. Następnie
dalszy ciąg audycji, bo nikt z podłej rodzinki jej nie odwiedził i nie
przynosi tego, co trzeba.
    Gdzieś około 17 tej chodził od sali do sali ksiądz z religijną posługą.
Pani pobożna siadała na łóżku z pokorą na twarzy i zaczynała głośno się
modlić. Bijąc przed księdzem pokłony, nabożnie przyjmowała Sakrament,
po czym  znów przez pół godziny głośno, pobożnie się modliła,
Kiedy zabierała się do kolacji, kobiety nareszcie mogły sobie ulżyć
i nieco pogadać.Plotkowały tak o niczym, opowiadały kawały, śmiały się,
a pani pobożna patrzyła na wszystkie zgorszona. Po zjedzeniu posiłku
nie bardzo mogła dojść do głosu, więc od czasu do czasu którejś tam
kąśliwie przygadywała, że tak nie wolno, że nie wypada.
O dziesiątej wstawała, gasiła światło na sali i oznajmiała nam wszystkim,
że już cisza, a ona musi wypocząć.
   
   W czwartym dniu mego tam pobytu na miejsce jednej wypisanej
pacjentki przybyła starsza pani. Z pewnością miała już dobrze ponad
80 lat, bardzo żywotna, pogodna i wesoła. Jak zwykle w czasie kolacji
"wrażliwej " pani wszystkie kobitki się mocno rozgadały. Do zabawy
dołączyła starsza pani i zaczęła nam opowiadać o swoich chłopakach
z młodych lat. Jak się do niej zalecali, chodzili w konkury, przynosili
bukieciki, prezenciki, wyznawali jej miłość.Zrobiło się wręcz cudnie,
bo babcia, jak wszyscy ją nazywali zgodnie z jej życzeniem, snuła
opowiadanie z wrodzoną narracyjną swobodą.
Nabożna czekała wielce zgorszona do dziesiątej wieczorem, zgasiła
światło i do starszej pani wypaliła. A teraz proszę się uspokoić. To
wstyd, żeby w pani wieku opowiadać takie rzeczy.
Babcia była rezolutna, opowieści nie przerwała. Opowiadała, jak
poznała swojego męża. Była na balu w pięknej, zwiewnej sukni
z falbanami, on do niej podszedł i poprosił do tańca. Nagle stanęła na
łóżku i zaczęła tańczyć. Wirowała w świetle ulicznej, nocnej latarni
i wydawała się być znów młodą dziewczyną. Smiała się radośnie,
a my z nią. Któraś kobieta zaczęła klaskać, inna krzyknęła, brawo
babciu, ślicznie tańczysz. Musiałaś być naprawdę piękna, nie dziwota,
że się chłopak zakochał. Szpitalna sala zamieniła się w balową salę,
a babcia była królową balu, jak w baśni o pięknej księżniczce.

   Pobożna paniusia wyszła z sali, wróciła po kilku minutach, a za nią
pielęgniarka ze strzykawką w ręce. Podeszła do łóżka babci i kazała
się położyć. Starsza pani spytała, po co ten zastrzyk. Pielęgniarka
krótko skwitowała, bo trzeba i wbiła jej igłę.
- No babciu, trzeba się wyspać. A wszystkie pozostałe proszę o ciszę,
bo chorzy nie mogą spać.
Zgasiła światło i wyszła.
Babci jakoś zastrzyk nie wziął i opowiadała nam, jak to dalej było.
Znów zrobiło się wesoło i żadna z chorych nie miała ochoty na
spanie.
Moja sąsiadka zerwała się z łóżka i znów wyszła. Dość długo jej nie
było, wróciła z inną pielęgniarką ze strzykawką.
- No babciu, dajemy drugi zastrzyk, pora spać.
Babcia po drugim zastrzyku jakoś szybko umilkła.
Rano obudził mnie nabożny śpiew i dziwny ruch na sali wokół łóżka
babci. Lekarz sprawdzał jej puls, póżniej osłuchiwał serce. Jedna
pielęgniarka targała kroplówkę ze stojakiem, druga nieprzytomnej
babci zakładała dren moczowy. Babcia z zamkniętymi oczami leżała
cichutko i nieruchomo, biała jak anioł śmierci.
    Zebrałam swoje rzeczy i poszłam do dyżurki wypisać się na własne
żądanie. Lekarz nie chciał się zgodzić, ale mu powiedziałam, że
powinien się lepiej martwić o tą uśpioną. Zagryzł wargi i dał mi
wypis.
Wróciłam do domu z paką lekarstw wykupionych po drodze, usiadłam
i zaczęłam płakać.
- Miłosierny BÓG dał babci przeżyć ostatni swój bal w życiu. Tam
znów może tańczyć ze swym mężem na wielkim balu w pięknej
sukni z falbanami.
A nabożna z pewnością przekonana o swojej duchowej czystości,
skorzystała z przysługi kapłańskiej.

   Pozdrawiam moich Gości i przesyłam serdeczne życzenia. Pa.




 

poniedziałek, 5 września 2016

Brytan, kwoka i kaczęta

Witam.
Kiedy oglądałam piękne kaczuszki na blogu " gwiezdnemarzenia" Weroniki
Smiecińskiej, wróciłam wspomnieniami do lat dzieciństwa.

   W moim rodzinnym domu odkąd pamiętam, był pies i dwa koty, Cwaniak
i Łaciatek. Nad wszystkimi panował oczywiście Cwaniak, choć muszę
przyznać, że w niektórych przypadkach uznawał naturalną przewagę
Brytana.
   Brytan był synem Nory, przysposobionej wilczycy z lasu, oraz Reksa,
przygarniętego, tresowanego psa poniemieckiego. Jego pochodzenie mogło
by wskazywać, że winien z niego wyrosnąć pies z ostrym charakterem.
Brytan był urodziwy, duży, silny, lecz absolutnie nie wykazywał agresji,
wręcz przeciwnie. Można go określić przyjacielem wszystkich większych
i małych zwierzątek, ogólnie rzecz biorąc, wszelkich istot żywych.
Matkował wszystkim, a jego instynkt opiekuńczy wydawał się wręcz
przesadny, Wynikały z tego bardzo zabawne sytuacje.
   Moja mama, bardziej z nudów niż potrzeby , nasadzała kwokę na kaczych
jajach.Skąd ta kwoka była na naszym domowym podwórku nie wiem,
widocznie kiedyś została zakupiona na rosół, lecz w ramach amnestii
darowano jej życie. Zawsze wiosną kiedy rozpaczliwie pragnęła wysiedzieć
potomstwo, mama kupowała 10 kaczych jaj, mościła kwoce wielki kosz,
wkładała na ściółkę te kacze jaja, a kwoka miała radochę. Po iluś tam
dniach wylęgały się urocze, żółciutkie pisklęta. Ja w grubych, długich
rękawicach  zrywałam w ogródku pokrzywy i razem z mamą siekałyśmy
je z kurzymi jajami ugotowanymi na twardo, bo kaczuszki musiały jeść
witaminki.
   Wraz z wylęgiem kacząt Brytan obejmował nad nimi wartę. Leżał
tygodniami w pobliżu kosza z pisklętami i bacznie pilnował, aby któryś
z kotów zbytnio się nie zbliżał, w szczególności sprytny Cwaniak, który
czatował spłaszczony jak płastuga, ślepił wrednie i czekał okazji, aby
pisklę schrupać.
Kiedy kaczęta podrosły na tyle, że nie były już łatwym kąskiem, kwoka
wkraczała w coroczny okres horroru.
Na końcu naszego ogródka był spory staw z rybkami, no i kaczki jak to
kaczki, jakimś psim swędem wyczuwały wodę. Dobrze odżywione,
pulchniutkie, dreptały swym kołyszącym, kaczym krokiem wzdłuż
ścieżki do wody. Kaczuszki dreptały rządkiem, kwoka za swymi
pociechami, na końcu kroczył Brytan, mając wszystkie ptaszki na oku.
Kaczęta po kolei pluskały do stawu i radośnie pływały, kwoka w wielkiej
rozpaczy biegała wokół stawu, Brytan z oddaniem wskakiwał do wody
i ogromnym poświęceniem , kolejno jedno kaczę po drugim wyławiał
ze stawu i ostrożnie odnosił do osamotnionej, zrozpaczonej matki.
Kaczuszki oczywiście wracały do wody, Brytan znów je ratował,
a biedna kwoka czekała, aż im się zabawa znudzi. Kiedy już sobie
popływały, zgłodniały, wracały rządkiem na podwórko.
Tak trwało do czasu, aż kaczki dorosły i to raczej Cwaniak czuł respekt
przed kaczym stadem.
   Brytan urządzał sobie nocne biegi po okolicy. Widocznie bywał
w lesie, bo pewnego ranka zawitał do domu z rannym dzięciołkiem
w pysku. Ułożył go ostrożnie pod nogami taty, siadł i patrzył.
Tato opatrzył dzięciołkowi złamane skrzydełko i ranny dzięciołek
zamieszkał w szafce od toaletki. Brytan wiernie strzegł dzięciołka,
a dzięciołek powracał do zdrowia. Kiedy skrzydełko się wyleczyło,
zaczęła się nauka latania. Tato uczył ptaszka sztuki latania, Brytan
pilnował Cwaniaka. Dzięcioł szybko pojął naukę latania, ale niezbyt
mu było śpieszno odfrunąć.  Któregoś dnia jednak odleciał, widocznie
przywołany przez zew natury.
   Brytan uznawał natomiast prawo Cwaniak do łowienia myszy.
To chyba było między nimi jakieś tajne porozumienie. Zresztą znali się
jak bracia, bo od maleńkości wychowali się w jednym kojcu i zawsze
świetnie się dogadywali.
   O tym, jakie numery wykręcał kocur Cwaniak, napiszę innym
razem.

  Przesyłam wszystkim moim Gościom serdeczne pozdrowienia.

Ps. Z problemem rozsypanych tekstów pisanych na starym komputerze
dałam radę, w dodatku o dziwo sama. Dziękuję za wiarę w moje
możliwości , wsparcie i wiele serdecznych, miłych komentarzy.
                                                                  Pa.


piątek, 2 września 2016

Oj, swędzą mnie paluszki !

Witam.

Oj, swędzą i to bardzo. Mam wielką ochotę poszukać polecenia
usuń bloga i kliknąć, wysłać to dziadostwo w niebyt.
Bo taki laik komputerowo internetowy jak ja nie powinien
porywać się z motyką na księżyc i udawać blogerkę.

Po co mi to było, po co, skoro wszystko rozłazi się niczym
stara poszwa. Wystarczyła zmiana komputera, a wszystkie
dotychczasowe wpisy wyglądają, jakby w nie piorun strzelił.
Rozsypały się, rozlazły niczym karaluchy, a mnie nawet nie
wpadło do głowy, że coś takiego jest możliwe.

Jak już ochłonę, spłynie ze mnie złość na siebie, na spokojnie
spełnię ten zamiar i zrobię generalny porządek, czyli wszystko
sprzątnę. No i LUZIK.

   Tymczasem przesyłam wszystkim moim Gościom słonia na
na szczęście, z życzeniami spełnienia marzeń i wszelkiej
pomyślności.   Pa.